♠~***~♠
Cieszyła się jak dziecko na myśl, że już niedługo będzie mogła ponownie zwiedzić miasto. Tym razem na pewno przeszuka je głębiej. Strasznie podobał się jej jego wygląd. Ogółem zawsze lubiła średniowieczne miasteczka.
Sprzątała właśnie po obiedzie, gdy do kuchni wparowała Anne.
- Ali! - zawołała już w drzwiach. Wołana dziewczyna odwróciła lekko głowę. Mała blondyneczka stała naburmuszona. - Ax powiedział, że nie mogę iść z wami do miasta!
To mówiąc, podbiegła do szatynki i przytuliła się. Dziewczyna odłożyła trzymany w ręku talerz i pogłaskała dziewczynkę po jasnych włosach.
- Ann, Alex pewnie tylko się z tobą droczy - mówiła delikatnym, kojącym głosem.
- Anne! - Rozległo się wołanie. To właśnie Alex szukał siostry.
Starsza dziewczyna popchnęła małą w stronę drzwi. Ta zaś posłusznie opuściła pomieszczenie, udając się na rozmowę z bratem. Alice wyjrzała przez otwarte okno. Popołudnie zapowiadało się naprawdę pogodnie. Słońce świeciło pełną mocą, ale wiał również delikatny wietrzyk, więc nie było czuć tak wielkiego gorąca. Oparła się rękoma o parapet i wdychała świeże powietrze. Otworzyła wcześniej zamknięte oczy, przymknęła okno. Zdjęła fartuch i odwiesiła go na wieszak. Rozpuściła spięte włosy, wychodząc z kuchni. W salonie zauważyła rozmawiające rodzeństwo. Postanowiła im nie przeszkadzać, więc poszła do swojego pokoju.
Leżała na łóżku, rozmyślając nad sensem istnienia, gdy drzwi od pokoju otworzyły się z rozmachem. Dziewczyna błyskawicznie podniosła się do siadu, spoglądając na blondyna opierającego się o framugę.
- Straszysz - stwierdziła, mrużąc oczy.
- Wypraszam sobie, wcale nie jestem taki straszny. - Uśmiech nie znikał z jego twarzy, zresztą jak praktycznie zawsze.
- Jesteś. - Anne wparowała do pokoju i usiadła obok szatynki.
- Ech... - westchnął chłopak i złapał się za głowę. - Rozumiem, że nie mam z wami szans? - Dziewczęta pokiwały energicznie głowami. - Dobra. To idziemy czy nie?
Alice zerwała się wraz z jego słowami i w sekundę była już na dole, czekając na towarzyszy.
Wyszli z domu i udali się w stronę głównego placu. Alice trzymała małą za rękę. Czuła się jak starsza siostra. Chciała się nią zaopiekować. W końcu nigdy nie miała rodzeństwa. Spojrzała na blondynkę z uśmiechem. Dziewczynka była naprawdę śliczniutka.
Znowu chodzili po całym mieście, tym razem Alex nie opowiadał co chwilę jakiś ciekawostek, czy innych tego typu rzeczy. Usiedli na jednej z ławek przy fontannie. Siedzieli, rozmawiali, śmiali się. Spędzili tam prawie cały dzień. Słońce powoli zaczęło zachodzić.
- Pójdę odprowadzić Anne, poczekasz? - zapytał blondyn, biorąc śpiącą siostrę na ręce. Alice tylko kiwnęła głową na zgodę.
Została sama, ale w końcu Alex miał niedługo wrócić, więc nie przejmowała się tym. Siedziała na ławce, przyglądając się fontannie. Zapaliły się pierwsze latarnie. W ich świetle tryskająca woda wyglądała jeszcze piękniej. Uśmiechnęła się pod nosem. Stwierdziła, iż ten świat z sekundy na sekundę staje się coraz bardziej ciekawy.
W pewnej chwili zauważyła coś co przykuło jej uwagę. Ruch. Ktoś poruszył się w jednej z uliczek. Była ona zupełnie nieoświetlona, ale bardzo dobrze widziała, że ktoś tam wchodził. Wstała z ławki i udała się w stronę ciemności. Tak naprawdę to nie wiedziała co tam spotka. Wcześniej nie zauważyła tej drogi. Nie była tam z Alexem, a teraz idzie tam sama. Stanęła przy ostatniej latarni. Starała się coś dojrzeć, ale nic nie widziała. Zrobiła krok, potem drugi i kolejny, i kolejny, aż znalazła się po środku ciemności. Był to ślepy zaułek, w którym nie było nikogo oprócz jej. Więc tylko mi się zdawało - pomyślała. Odetchnęła z ulgą i już miała wracać, gdy usłyszała szelest za sobą. Gwałtownie się odwróciła, lecz nie dostrzegła nikogo.
- Hehe... kolejna zagubiona panienka? - Usłyszała szept i poczuła czyiś oddech na karku. Głos na pewno należał do chłopaka, gdzieś w wieku szesnastu - osiemnastu lat. Na jej nieszczęście nie należał on do pewnego blondyna, którego zapragnęła mieć teraz przy sobie.
Odwróciła się. Chciała go zobaczyć, jednak w tej ciemności nic nie mogła dostrzec. Zrobiła krok w tył. Była przerażona. Nie wiedziała co robić i co on zrobi. Była w ciemnym, ślepym zaułku z jakimś chłopakiem. Teraz dostrzegła, iż ma on na sobie czarny płaszcz z kapturem, który zakrywał mu pół twarzy. Zastanawiała się jak uciec. Zbliżył się do niej, a ona cofnęła się o kolejny krok. On cały czas się przybliżał, a Alice cofała. Po chwili jednak poczuła zimny mur - brak dalszej drogi. Przeraziła się jeszcze bardziej. Jej oddech przyśpieszył, a źrenice rozszerzyły się. Bała się, po prostu się bała. Dawno tego nie czuła. Chłopak był coraz bliżej niej. Nie wiedziała co chciał jej zrobić i nie chciała się dowiadywać.
Oderwała się od muru i mijając chłopaka, pobiegła prostą drogą.
Poczuła ucisk na nadgarstku, nie mogła dalej biec. Przekręciła lekko głowę, trzymał ją, ciągle się uśmiechając. Próbowała się wyrwać jednak był za silny. Szarpała się z całych sił jakby od tego miało zależeć jej życie. W sumie nie wiedziała czy tak właśnie nie jest. Chłopak pociągnął ją i przyparł do muru, ręce położył koło jej ramion, uniemożliwiając jej ucieczkę. Poczuła, jak serce zaczyna szybciej bić. Cały czas się uśmiechał. Jego uśmiech był przerażający. Zaśmiał się wrednie. Ręką przejechał po jej policzku. Wstrząsnął nią dreszcz. Jego dłoń była zimna. Szatynka dalej się bała, jednak nie próbowała wyrwać się i uciekać. Wiedziała, że już przegrała. Zacisnęła powieki. W tym momencie chciałaby, aby był to sen. Napastnik przestał się śmiać, ale dziewczyna domyślała się, że dalej ma uśmiech na ustach. Jego dłoń zaczęła przesuwać się w dół jej ciała. Czuła zimno przy szyi. Do oczu napłynęły jej łzy.
- Zostaw ją, Will.
Chłopak zabrał dłoń z jej ciała, a ona otworzyła lekko oczy. Zauważyła, że z jego twarzy zniknął uśmiech, wpatrywał się teraz z przygryzioną wargą i zmarszczonymi w złości brwiami w obiekt stojący na murze. Odwróciła szybko głowę w tę stronę. Mimo panującej ciemności potrafiła dostrzec postać znajdującą się na wysokości. Ujrzała jasną czuprynę rozwiewaną przez wiatr. Odetchnęła z ulgą. Została uratowana. Blondyn zeskoczył na ziemię i podszedł do drugiego chłopaka. Obaj mieli prawie identyczne miny. Łatwo można było się domyślić, że się źli. Dziewczyna chciała podbiec do przyjaciela i schować się za nim, jednak napastnik dalej uniemożliwiał jej wyjście. Nagle musiała zmrużyć oczy, gdyż oślepiło ją światło zapalającej się latarni. Czemu dopiero teraz? - pomyślała. Zamrugała i spojrzała przed siebie. Teraz wyraźnie widziała, iż chłopak, którego nie znała, miał na sobie czarny płaszcz z kapturem, który tym razem odkrywał mu twarz.
- Powiedziałem, że masz ją zostawić - warknął Alex.
- Spokojnie, przecież nic jej jeszcze nie zrobiłem - mówił spokojnym głosem, zupełnie nieprzypominającym poprzedniego. Zdziwiła się, gdy go usłyszała. Pamiętała jeszcze jego ton z przed paru minut. Teraz brzmiał zupełnie inaczej. Milej, łagodniej. Chłopak chyba w końcu zauważył wzrok rozmówcy, bo posłusznie zabrał ręce. - Umiesz popsuć każdą zabawę, Alex.
Ponownie ogarnęło ją zdziwienie. Czyli oni się znali? Nie wyglądali jakby byli w przyjaznych stosunkach. Poczuła, jak ktoś delikatnie łapie ją za rękę. Z ulgą stwierdziła, że był to Alex. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła wydusić ani słowa.
- Chodźmy już, Alice - powiedział i pociągnął dziewczynę w stronę wyjścia. Jednak zatrzymał się w połowie i odwrócił głowę. - Zdejmij ten kaptur, Will.
Nie czekał na odpowiedź tylko ruszył dalej. Ona zaś zdążyła zaobserwować tylko, jak chłopak uśmiecha się, po czym znika w ciemności.
Jedyna latarnia w tej długiej uliczce zgasła.
- Jesteście przyjaciółmi? Ale.. wydawało mi się, że się nienawidzicie!
- Serio odebrałaś takie wrażenie? - zaśmiał się. - Oj, Alice, Alice, jak widać musisz się jeszcze sporo nauczyć. - Wstał i z uśmiechem podał jej rękę. - Wracajmy już do domu.
♠~***~♠
Leżała na łóżku, rozmyślając nad sensem istnienia, gdy drzwi od pokoju otworzyły się z rozmachem. Dziewczyna błyskawicznie podniosła się do siadu, spoglądając na blondyna opierającego się o framugę.
- Straszysz - stwierdziła, mrużąc oczy.
- Wypraszam sobie, wcale nie jestem taki straszny. - Uśmiech nie znikał z jego twarzy, zresztą jak praktycznie zawsze.
- Jesteś. - Anne wparowała do pokoju i usiadła obok szatynki.
- Ech... - westchnął chłopak i złapał się za głowę. - Rozumiem, że nie mam z wami szans? - Dziewczęta pokiwały energicznie głowami. - Dobra. To idziemy czy nie?
Alice zerwała się wraz z jego słowami i w sekundę była już na dole, czekając na towarzyszy.
Wyszli z domu i udali się w stronę głównego placu. Alice trzymała małą za rękę. Czuła się jak starsza siostra. Chciała się nią zaopiekować. W końcu nigdy nie miała rodzeństwa. Spojrzała na blondynkę z uśmiechem. Dziewczynka była naprawdę śliczniutka.
Znowu chodzili po całym mieście, tym razem Alex nie opowiadał co chwilę jakiś ciekawostek, czy innych tego typu rzeczy. Usiedli na jednej z ławek przy fontannie. Siedzieli, rozmawiali, śmiali się. Spędzili tam prawie cały dzień. Słońce powoli zaczęło zachodzić.
- Pójdę odprowadzić Anne, poczekasz? - zapytał blondyn, biorąc śpiącą siostrę na ręce. Alice tylko kiwnęła głową na zgodę.
Została sama, ale w końcu Alex miał niedługo wrócić, więc nie przejmowała się tym. Siedziała na ławce, przyglądając się fontannie. Zapaliły się pierwsze latarnie. W ich świetle tryskająca woda wyglądała jeszcze piękniej. Uśmiechnęła się pod nosem. Stwierdziła, iż ten świat z sekundy na sekundę staje się coraz bardziej ciekawy.
W pewnej chwili zauważyła coś co przykuło jej uwagę. Ruch. Ktoś poruszył się w jednej z uliczek. Była ona zupełnie nieoświetlona, ale bardzo dobrze widziała, że ktoś tam wchodził. Wstała z ławki i udała się w stronę ciemności. Tak naprawdę to nie wiedziała co tam spotka. Wcześniej nie zauważyła tej drogi. Nie była tam z Alexem, a teraz idzie tam sama. Stanęła przy ostatniej latarni. Starała się coś dojrzeć, ale nic nie widziała. Zrobiła krok, potem drugi i kolejny, i kolejny, aż znalazła się po środku ciemności. Był to ślepy zaułek, w którym nie było nikogo oprócz jej. Więc tylko mi się zdawało - pomyślała. Odetchnęła z ulgą i już miała wracać, gdy usłyszała szelest za sobą. Gwałtownie się odwróciła, lecz nie dostrzegła nikogo.
- Hehe... kolejna zagubiona panienka? - Usłyszała szept i poczuła czyiś oddech na karku. Głos na pewno należał do chłopaka, gdzieś w wieku szesnastu - osiemnastu lat. Na jej nieszczęście nie należał on do pewnego blondyna, którego zapragnęła mieć teraz przy sobie.
Odwróciła się. Chciała go zobaczyć, jednak w tej ciemności nic nie mogła dostrzec. Zrobiła krok w tył. Była przerażona. Nie wiedziała co robić i co on zrobi. Była w ciemnym, ślepym zaułku z jakimś chłopakiem. Teraz dostrzegła, iż ma on na sobie czarny płaszcz z kapturem, który zakrywał mu pół twarzy. Zastanawiała się jak uciec. Zbliżył się do niej, a ona cofnęła się o kolejny krok. On cały czas się przybliżał, a Alice cofała. Po chwili jednak poczuła zimny mur - brak dalszej drogi. Przeraziła się jeszcze bardziej. Jej oddech przyśpieszył, a źrenice rozszerzyły się. Bała się, po prostu się bała. Dawno tego nie czuła. Chłopak był coraz bliżej niej. Nie wiedziała co chciał jej zrobić i nie chciała się dowiadywać.
Oderwała się od muru i mijając chłopaka, pobiegła prostą drogą.
Poczuła ucisk na nadgarstku, nie mogła dalej biec. Przekręciła lekko głowę, trzymał ją, ciągle się uśmiechając. Próbowała się wyrwać jednak był za silny. Szarpała się z całych sił jakby od tego miało zależeć jej życie. W sumie nie wiedziała czy tak właśnie nie jest. Chłopak pociągnął ją i przyparł do muru, ręce położył koło jej ramion, uniemożliwiając jej ucieczkę. Poczuła, jak serce zaczyna szybciej bić. Cały czas się uśmiechał. Jego uśmiech był przerażający. Zaśmiał się wrednie. Ręką przejechał po jej policzku. Wstrząsnął nią dreszcz. Jego dłoń była zimna. Szatynka dalej się bała, jednak nie próbowała wyrwać się i uciekać. Wiedziała, że już przegrała. Zacisnęła powieki. W tym momencie chciałaby, aby był to sen. Napastnik przestał się śmiać, ale dziewczyna domyślała się, że dalej ma uśmiech na ustach. Jego dłoń zaczęła przesuwać się w dół jej ciała. Czuła zimno przy szyi. Do oczu napłynęły jej łzy.
- Zostaw ją, Will.
Chłopak zabrał dłoń z jej ciała, a ona otworzyła lekko oczy. Zauważyła, że z jego twarzy zniknął uśmiech, wpatrywał się teraz z przygryzioną wargą i zmarszczonymi w złości brwiami w obiekt stojący na murze. Odwróciła szybko głowę w tę stronę. Mimo panującej ciemności potrafiła dostrzec postać znajdującą się na wysokości. Ujrzała jasną czuprynę rozwiewaną przez wiatr. Odetchnęła z ulgą. Została uratowana. Blondyn zeskoczył na ziemię i podszedł do drugiego chłopaka. Obaj mieli prawie identyczne miny. Łatwo można było się domyślić, że się źli. Dziewczyna chciała podbiec do przyjaciela i schować się za nim, jednak napastnik dalej uniemożliwiał jej wyjście. Nagle musiała zmrużyć oczy, gdyż oślepiło ją światło zapalającej się latarni. Czemu dopiero teraz? - pomyślała. Zamrugała i spojrzała przed siebie. Teraz wyraźnie widziała, iż chłopak, którego nie znała, miał na sobie czarny płaszcz z kapturem, który tym razem odkrywał mu twarz.
- Powiedziałem, że masz ją zostawić - warknął Alex.
- Spokojnie, przecież nic jej jeszcze nie zrobiłem - mówił spokojnym głosem, zupełnie nieprzypominającym poprzedniego. Zdziwiła się, gdy go usłyszała. Pamiętała jeszcze jego ton z przed paru minut. Teraz brzmiał zupełnie inaczej. Milej, łagodniej. Chłopak chyba w końcu zauważył wzrok rozmówcy, bo posłusznie zabrał ręce. - Umiesz popsuć każdą zabawę, Alex.
Ponownie ogarnęło ją zdziwienie. Czyli oni się znali? Nie wyglądali jakby byli w przyjaznych stosunkach. Poczuła, jak ktoś delikatnie łapie ją za rękę. Z ulgą stwierdziła, że był to Alex. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła wydusić ani słowa.
- Chodźmy już, Alice - powiedział i pociągnął dziewczynę w stronę wyjścia. Jednak zatrzymał się w połowie i odwrócił głowę. - Zdejmij ten kaptur, Will.
Nie czekał na odpowiedź tylko ruszył dalej. Ona zaś zdążyła zaobserwować tylko, jak chłopak uśmiecha się, po czym znika w ciemności.
Jedyna latarnia w tej długiej uliczce zgasła.
♠~***~♠
Siedzieli na tej samej ławce co poprzednio. Na placu nie było już ani jednej żywej duszy, oczywiście poza nimi. Alice spojrzała na przyjaciela. Siedział na końcu ławki, z dala od niej. Jego wzrok utkwiony był w ziemi. Wyglądał na przygnębionego. Wyciągnęła rękę, aby go dotknąć, ale od razu ją cofnęła. Znowu nie wiedziała co ma zrobić, co powiedzieć.
- Przepraszam - wyszeptała. Do oczu ponownie napłynęły jej łzy.
Spuściła wzrok, zaciśnięte w pięści dłonie trzymała na kolanach, a po policzkach spływały łzy. Ponownie nie rozumiała czemu tak zareagowała. Dlaczego płacze? Alex musiał wyczuć smutek w jej głosie, bo od razu odwrócił głowę w stronę dziewczyny. Widząc szlochającą przyjaciółkę, od razu przysunął się bliżej i przytulił ją mocno do siebie. Znowu poczuła jego ciepło. Łkała mu w bluzkę, a on delikatnie pogłaskał ją po głowie.
- Przepraszam, tak bardzo przepraszam. - Mówienie sprawiło jej ogromny problem.
- Cii.. - uciszył ją - uspokój się, przecież nic się nie stało.
- Ale.. ale.. przeze mnie musiałeś... się tak... - Nie potrafiła dokończyć. Spojrzała na niego. Miała bardzo smutne spojrzenie. On zresztą też.
- To nie twoja wina - odparł, mocniej ją przytulając.
W końcu się uspokoiła. Chłopak otaczał ją ramieniem, a ona już nie płakała. Siedziała blisko niego ze wzrokiem utkwionym w kamiennej posadzce.
- Nie przejmuj się tym co się stało. On i tak nic by ci nie zrobił - odezwał się po chwili Alex. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na niego ze zdziwieniem. - Nie byłby do czegoś takiego zdolny. Mimo wszystko ma swój honor, dumę, czy coś tam.
Zrobiło jej się trochę lepiej. Wiedziała, że Alex nie ma jej za złe całej tej sytuacji.
- Wy.. znacie się, prawda? - zapytała cicho. - Nie wygląda jakbyście się lubili...
- Tak znamy się - odparł beznamiętnie chłopak. - Nazywa się William Ketsueki i jest moim najlepszym przyjacielem.
Szatynkę zamurowało.- Jesteście przyjaciółmi? Ale.. wydawało mi się, że się nienawidzicie!
- Serio odebrałaś takie wrażenie? - zaśmiał się. - Oj, Alice, Alice, jak widać musisz się jeszcze sporo nauczyć. - Wstał i z uśmiechem podał jej rękę. - Wracajmy już do domu.
♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦
No i skończyłam kolejny rozdział. Jestem z siebie dumna xd Wyszedł on co prawda troszkę krótki, ale... że nie jest tak źle jak mi się wydaje x.x No.. teraz wiecie co robię po nocach >.< Dobra nie przedłużam już dłużej, bo to nie ma sensu. Następny rozdział pojawi się... niedługo. Przynajmniej mam nadzieję. W sumie to w piątek wyjeżdżam, więc nie wiem kiedy dokładnie... Dobra nie ważne (i tak pewnie nikogo to nie zainteresuje >.<)
Pozdrawiam i życzę wszystkim weny no i przede wszystkim udanych wakacji (taa.. trochę za późno na takie życzenia -.-) ~Szalony Kapelusznik~
Manon.
TA DA! Jeszcze jest dzisiaj!
OdpowiedzUsuń"Znowu chodzili po całym mieście, tym razem Alex nie opowiadał co chwile jakiś ciekawostek, czy innych tego typu rzeczy." - chwilę.
"Teraz dostrzegła, iż ma on na sobie kaptur, który zakrywał mu pół twarzy." - ale cały był ubrany tylko w kaptur? Bo na to wskazuje konstrukcja zdania.
"Zaczął się demonicznie śmiać." - czyli coś jak "BUAHAHAHA!"? Tutaj proszę o opisanie, jak wygląda wg Ciebie demoniczny śmiech, bo ja to widzę tylko w ten sposób ;__;
Fajny rozdział, a tekst o myśleniu nad sensem istnienia kupił sobie kawałek mojego serca! I Alice jest taka głupia, przecież wiadomo, że jak jest ciemno to NIE wolno wchodzić w uliczki. Przekaż jej tą wiadomość, proszę, na pewno będzie wdzięczna :D
Anne jest taka słodziutka, jeszcze bardziej niż wcześniej, kiedy była taka zbyt dziecinna. Mówi to dziewczyna, która boi się ciemności i ogląda Kucyki Pony [polecam, cudowna bajka! ♥]
I Alex. Ax jest ciamciaramcia, kochany.
No. Ponieważ kończy się dzisiaj, kończę, mało, mało czasu!
Weny, której Ci nie brakuje i dużo, dużo czasu, nie tylko w nocy.
Błędy obiecuję, że poprawię, jak tylko wrócę do domciu :3
UsuńNo ten śmiech to to.. nie wiem jak opisać, ale się postaram xd
Hehe.. no ja też akurat wcześniej rozmyślałam nad sensem istnienia, więc pomyślałam, że czemu Alice nie może ? xD Dobrze, dobrze ^^ Przekażę, ale sądzę, że już to zapamięta bidulka.. jak ja jej tu nie wymęczę xd
No to cieszę się, że tak uważasz :3 - cel osiągnięty xD No to tak jak ja.. tylko ja się nie boję ciemności.. no.. tak jakby, jakbym miała iść sama po mieście nocą to bym prędzej ze strachu umarła :c Ale kucyki oglądam ;p Znaczy.. stanęłam na 2 sezonie T.T
Ty to pisuj u siebie rozdział *.* Bo ja chcem kolejny ! :c
Póki co nie brakuje :3
Również życzę weny <33
SORY ZA SPAM ALE PROMUJE BLOGA
OdpowiedzUsuńMASZ DODAC DO LINKOW http://verloren-prinz.blogspot.com/ !!!!!!!!
Spoko, ale następnym razem proszę o pisanie bez Caps Lock'a i w zakładce "Spam", która do tego właśnie powstała. Może zajrzę, zobaczę.
UsuńTaki króciutki ;c
OdpowiedzUsuńAle za to ile się działo! :)
Witam, witam i o zdrowie pytam :D Wiem, że nie było mnie strasznie długo i bardzo za to przepraszam :( Ostatnio czasu brakuję mi bardziej, niż pożywienia ;/
Postaram się szybko nadrobić, obiecuję :)
Wszystko miało taki fajny klimat :) Ale muszę przyznać, że się bardzo wystraszyłam o naszą Alice O.O Już miała w głowie różne zakończenia. Na szczęście wszystko wyszło tak ładnie i pociesznie :) Ahh... jak ja bym chciała, żeby taki super gości jak Alex przyszedł mi z pomocą :D O kurczaczki, tylko pomarzyć :)
No i mamy nowego bohatera huhuhuhu~ Już się nie mogę doczekać :)
Rozdział świetny :) Ruszam czytać dalej, bo mam straszne zaległości ;p
Pozdrowionka i całusy! :*
A witam, witam ^.^ Nic nie szkodzi, ja się nigdy nie gniewam ;3 Mnie też u Ciebie długo nie było :c Przepraszam :c Ale po olimpiadzie trochę ponadrabiam ^.^
UsuńHehehe.. jeszcze nie mam zamiaru zabijać naszej małej Alice xD
Niestety.. takich facetów to coraz mniej na tym naszym świecie :c
Również pozdrawiam i trzymaj się cieplutko <3