wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział II część II - Świat Hipnotyzerów

"Choć mówiłam, że nie wierzę, że się nie uda, chciałam tak myśleć, miałam tą małą is­kierkę nadziei. I wiecie? Ona mnie poprowadziła do zwycięstwa."

♠~***~♠

                   Biegła przez las, mijając drzewa. Odganiała gałęzie, które co jakiś czas rozcinały delikatnie jej skórę. 
                   Nie wiedziała dokładne czemu ucieka, ale pewne było jedno. Nie może się zatrzymać. Skakała przez połamane konary, a czerwona sukienka plątała się pomiędzy nogami. Schowała się za pniem, opadała z sił. Ciężko oddychała. Przerażenie mieszało się ze zmęczeniem. Dłonią otarła pot z czoła. W głowie widniało tylko jedno pytanie - dlaczego? Dlaczego to wszystko tak się potoczyło?


♠~***~♠

                   Obudziła się z krzykiem, cała oblana potem. Wystrzeliła z łóżka i pobiegła do łazienki. Zapaliła światło nad zlewem i przeglądała się w lustrze. Twarz zamiast delikatnie różowej była blada.
 - To był tylko sen, tylko sen - powtarzała cicho, opierając się o umywalkę.
                   Odetchnęła z ulgą. To tylko jeden z koszmarów. Ostatnio coraz częściej jej się śniły. Minęło już kilka dni. Haruko chyba zupełnie zapomniała o hipnozie, którą przeżyła, a on dalej nie pojawiał się w szkole. A do tego wszystkiego zbliżały się testy końcowe. Pewnie cały stres i zdenerwowanie odczuwa w snach. Nigdy nie potrafiła zrozumieć ich znaczenia. Każdy z nich kończył się prawie tak samo. Postanowiła już się nad tym nie zastanawiać. Wróciła do łóżka. Pragnęła tylko tego by uciec stąd, ze świata, który jest dla niej ciągłą zagadką. Jednak nie udało się i teraz też by pewnie nie wyszło. Nie wiedziała nawet kiedy zasnęła. 
                   Dźwięk tak wkurzającego, a jednocześnie cudownego brzmienia piosenki Here Without You wyrwał dziewczynę ze spokojnego snu. Ospale spojrzała na zegarek.
 - Szlag - zaklęła posyłając mordercze spojrzenie budzikowi - znowu zaspałam.
                   Zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki zauważając, iż poprzedniego razu zapomniała o zgaszeniu światła. No - pomyślała - dzień zapowiada się wprost cudownie. Szybko umyła się nad szklaną umywalką i ze szczotką w ręku popędziła z powrotem do pokoju. Podeszła do drewnianej komody i wyjęła z niej czerwone rurki oraz czarną, luźną koszulkę zwisającą na ramiona. Z kolejnej szuflady wyjęła bieliznę i szybko się przebrała. Spojrzała w lustro wiszące nad toaletką. Stwierdziła, że musi zapoznać się z przedmiotem służącym do czesania. Jednak tak zwana szczotka zniknęła gdzieś na łóżku, razem z przed chwilą rzuconą piżamą. Odwróciła się z przeszywającym spojrzeniem i powędrowała w stronę łoża. Ujrzała perską kocicę, leżącą na drewnianej szczotce. Przyczaiła się i sprawnym ruchem zrzuciła śpiące zwierzę. Kot prychnął oburzony i z dumą oraz obrazą majestatu wyszedł z pokoju. Alice zignorowała ten fakt, w końcu takie fochy były przynajmniej raz w tygodniu. Wzięła do ręki urządzenie tortur dla jej sięgających pasa, prostych włosów. Rozczesała brązowe kłaki i zadowolona ruszyła żwawym krokiem do szkoły.
                   Oczywiście zapomniałaby o plecaku. 
                   Na dworze padało, a ona nie miała żadnych szans by zdążyć na lekcję. Parasolki też nie wzięła. Założyła kaptur od swojej ulubionej, fioletowej bluzy na głowę. Uznała, że po co ma mieć kolejne spóźnienie, jak lepiej w ogóle nie iść i spędzić ten czas na czymś innym. Z tą myślą ruszyła do parku. Wchodziła w wiele kałuż, ale to jej nie przeszkadzało. W końcu w glanach to co innego. Czarne buty z czerwonymi sznurówkami, lekko rozwalone, ale i tak je uwielbiała. Po około pięciu minutach ujrzała ciemną, metalową bramę, otaczającą drzewa pomiędzy, którymi kryła się szara ścieżka z kostki oraz drewniane ławki. Gdy minęła bramę odetchnęła głęboko, co prawda dalej znajdowała się w mieście, ale powietrze tutaj było zupełnie inne, albo przynajmniej ona tak to spostrzegała. Uśmiechnięta ruszyła w głąb drzew. Ludzie nie zapuszczali się w te ciemne zakątki, gdzie znika ścieżka. Zupełnie jak w bajce o Czerwonym Kapturku, jak to było? Nie zbaczaj ze ścieżki. A może jednak czasami warto jest zboczyć? Zobaczyć co kryje się za nią?
                   Mimo, iż na oko wydawało się to małym parkiem w rzeczywistości był to ogromny las. Dokładnie park kończył się wraz z brukowaną ścieżką, a tam gdzie zaczynała się leśna, zaczynała się otchłań drzew. Nie pięknie posadzonych, ozdobnych roślinek, które mają pięknie wyglądać. Nie wiem czego ludzie się tak bardzo boją - stwierdziła w myślach Alice. Po prostu są żałośni nie dostrzegają jakie piękno kryje się w tym - dziwny głos przeszył jej głowę. Czy to wyobraźnia płata jej figle, czy już zupełnie oszalała i zostanie wysłana do wariatkowa? 
 - Hahaha - zaśmiała się pod nosem - przecież słyszenie głosów jest całkiem normalne, prawda? - Wiedziała jednak, że było to pytanie retoryczne, a odpowiedź na nie była pewna.
                   Nie byłbym tego taki pewny, ale jak kto woli. Ja się nie mieszam - znowu, był to ewidentnie męski, głos. W tym samym momencie powiał zimny wiatr, a dziewczyna usiadła pod jednym z drzew. Znowu jej się coś przesłyszało? Pewne to tylko efekt niewysypiania się. Przez te koszmary nigdy nie mogła porządnie przespać nocy. To przecież nie możliwe, żeby tak znikąd wziął się chłopięcy głos w jej głowie. To musiała być tylko jakaś senna zjawa, męcząca ją. Wyjęła z plecaka małe, czarne słuchawki, założyła na uszy i puściła na maxa muzykę.

I'm awake I'm alive
Now I know what I believe inside

Now it's my time

I'll do what I want cause this is my life
Here, right now
  I'll stand my ground and never back down
I know what I believe inside
I'm awake and I'm alive

                   Próbujesz zagłuszyć mnie muzyką? Uwierz mi to daremne - znowu. Chłopak zdecydowanie był gdzieś w jej wieku. Znaczy... był? Przecież on nie istnieje! Podciągnęła kolana i objęła je rękoma. Chciała aby ten głos zniknął. - Zastanawiasz się kim jestem, czyż nie? Cóż, na to pytanie ci nie odpowiem - w tym momencie zaśmiał się arogancko. - Ważne raczej po co tu jestem. A więc skoro tak bardzo nienawidzisz świata to czemu stąd nie odejdziesz? Niech zgadnę uważasz, że nie masz jak? Możesz się w końcu zabić, ale przecież mimo wszystko chcesz żyć, ale jednocześnie nie, tere fere zdanie to wypowiedział jakże piskliwym głosem, ale przy dwóch ostatnich słowach znowu zrobił się poważny - zwykłe, puste dziewczęce przemyślenia, serio musicie mieć takie problemy? - zapytał z najzwyklejszym na świecie niesmakiem, dziewczyna zaś poczuła, że to było pytanie kierowane do niej. Tak, świetnie! Zupełnie oszalała! Jeszcze tego brakowało! Bo wszystko co było jej teraz potrzebne do szczęścia to jakiś głos w głowie, który nie ma zamiaru odejść. Halo? Czy to psychiatryk? - Dobra, nie ważne i tak nie odpowiesz - stwierdził jakby smutnym tonem. Miała już go dość najlepiej by było gdyby zniknął z jej głowy, ale wielmożny pan najwyraźniej nie miał takiego zamiaru. Może to tylko sen? W końcu skąd znalazł się on w jej głowie? To przecież absurd! - Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo jak myślisz. Ja próbuję ci tylko powiedzieć, że jest sposób by to wszystko zmienić.
 - Ten sposób nie działa! - wykrzyknęła. Oczywiście od razu przyłożyła dłoń do ust. Mimo, iż nikt tu nie chodził, to ludzie przecież zawsze mogliby ją usłyszeć, a dziewczyna gadająca sama ze sobą to nie jest popularny widok. - Dałam sobie spokój z czymś co nie istnieje, ty też nie istniejesz, jesteś tylko wytworem mojej chorej wyobraźni - odpowiedziała już spokojniej. Oparła się wygodniej o pień i przełączyła piosenkę. 
I watch this city burn
These dreams like ashes float away
Your voice I never heard
Only silence.
Where were you when our hearts were bleeding?
Where were you It all crashed down?
I never thought that you’d deceive me
Where are you now?

                   I znowu ignorancja - prychnął chłopak. - Jak długo masz jeszcze zamiar udawać, że to wszystko jest bez sensu? - to pytanie zaskoczyło Alice. Nie spodziewała się, iż "udaje", że nic jej nie wychodzi.
 - Niczego nie udaję - odpowiedziała gniewnie. - Ja po prostu stwierdzam jak jest, nie wychodzi, bo nie istnieje żadna zdolność do hipnotyzowania, czy czegoś tam. Nie można po prostu zaczarować ludzi by przenieśli się gdzie indziej, to po prostu nie możliwe! Tego nie ma! Nie ma i już! - Nie wytrzymała wybuchnęła, ale mimo wszystko postarała się być w miarę cicho. Wszystkie emocje wypłynęły z niej w jednej wypowiedzi, wszystko co czuła. - Choćbym nie wiadomo jak chciała nie zmienię tego co jest - uspokoiła ton głosu, a do oczu napłynęły jej łzy. - Proszę, idź sobie.
                   Taka właśnie taka była. Trzymała wszystko w sobie, ale w pewnym momencie już nie wytrzymywała i wybuchała, a wszystko co czuła uwalniało się spod klucza, którego tak pilnie strzegła. Nie mów mi, że teraz będziesz tu ryczeć - warknął. - Błagam czy wszystkie laski muszą być takie same?
    Coś się w niej zagotowało. "Wszystkie laski muszą być takie same", hę? - pomyślała.  Już idę, wiem, że tego pragniesz, ale pamiętaj, jest inny sposób na rozwiązanie problemów, trzeba tylko uwierzyć. Uwierzyć? W coś co nie ma sensu? W coś czego nie ma? - zapytała, lecz odpowiedzi już nie usłyszała. Chłopak zniknął z jej głowy. Odetchnęła z ulgą. Chyba wróciłam do normalności - pomyślała. Zamknęła powieki i wsłuchała się w muzykę płynącą z słuchawek.
Time goes by as day and nights are turning in tilt,
but I'm lying in your arms.
It's the place were I know that I am closest to your heart,
when the darkest hours are upon.
I know you feel the same as I inside,
it feels like in a dream were we can fly.

♠~***~♠
 - Mogę już iść?
 - Jeśli musisz to tak - odpowiedział chłopak. - Ale pamiętaj, pod żadnym pozorem nie zbaczaj ze ścieżki.
 - Dobrze postaram się.
 - Obiecujesz? - zapytał troskliwie. Widać było, że bardzo się martwił. Jego błękitne oczy przepełnione były opiekuńczością. Zupełnie jak u starszego brata, którego nigdy nie miała.
 - Obiecuję.
                   Wyszła z domu radosnym krokiem uśmiechając się i w progu machając. Zamknęła powolnie drzwi i ruszyła przed siebie. Pamiętała, iż ma zostać na ścieżce. Co prawda nie była już małym dzieckiem i raczej wiedziała jak trafić do miasta, a mimo wszystko on, tak oziębły i arogancki dla innych, zawsze się martwił i troszczył. Był bardzo kochany, choć często przesadzał. Czerwona sukienka powiewała na wietrze tak samo jak i długie, brązowe włosy targane przez wiatr. Dziewczyna miała na sobie brązowy płaszcz. Zaczęło lekko kropić więc postanowiła założyć kaptur na głowę. Radośnie wymachiwała koszykiem i dreptała ścieżką. 
                   Co by się stało gdybym na moment zeszła ze ścieżki? - pomyślała. Już dawno przestała bać się tego, jak i innych lasów. Stanęła i popatrzyła na drzewa. Zaśmiała się. Przecież to wcale nie wygląda tak strasznie. Skręciła do lasu. Przecież nic nie może się jej stać. To w końcu tylko las.

♠~***~♠

                   Obudziła się nader szybko i rozejrzała. Znajdowała się w lesie, więc po prostu jej się przysnęło. Pewnie ten cały "głos", który słyszała też był tylko snem. Ponownie miała te dziwne sny, jednak ten przynajmniej nie był koszmarem. Przeciągnęła się. Zauważyła, że słońce zbliża się już ku zachodowi, a czerwone światło delikatnie ją oślepiało. Jaki piękny zachód - pomyślała i w tym samym momencie usłyszała dźwięk dzwonka To your grave I spoke Holding a red, red ros ale jednak ktoś postanowił się rozłączyć. Tym samym psując Alice nucenie piosenki. Rzuciła mordercze spojrzenie w stronę telefonu, który wzięła do ręki. Po odblokowaniu go jej mina od razu zrzedła. Dziesięć nieodebranych połączeń i dwie wiadomości od Haruko - pomyślała. - Teraz to mam przechlapane.
Czemu Cię w szkole nie było?
Gdzie Ty się do cholery podziewasz?! Mogłabyś się choć słowem odezwać!!
                   Haruko jak to Haruko za bardzo się martwi. Jednak wypadałoby jej odpisać - pomyślała. 
Wszystko w porządku sorry, że dopiero teraz, ale mi się trochę przysnęło. Nie było mnie gdyż i tak bym się spóźniła i po prostu nie chciało mi się iść.
                   Przyjaciółka dobrze wiedziała jakim szatynka jest leniem. Odpowiedź oczywiście dostała w mgnieniu oka.
Głupek! Jak mogłaś? Wiesz jak się martwiłam? Ech... aż szkoda mi już słów x.x
 - No to nie pisz - stwierdziła obojętnie. - Wielkie pretensje teraz będzie robić.
Dobra, nie mam kasy na koncie, pogadamy później.
                   Chinatsu wstała, zarzuciła torbę na ramię i ruszyła do domu. Mijała te same ciemne uliczki, te same sklepy, nawet jej się wydawało, że tych samych ludzi. Otworzyła drzwi do domu. Perska kocica oczywiście już robiła lament, bo nie dostała "zasłużonej" porcji jedzenia.
 - Och, Eri, przymknij się - warknęła dziewczyna do rozwścieczonej kotki.
                   W odpowiedzi usłyszała tylko niesforne prychnięcie. Kolejny foch? Dwa jednego dnia? Normalnie mistrz fochów - pomyślała. Nałożyła kotu jedzenie i poszła do pokoju. Nawet nie była głodna. Zrobiło się już zupełnie ciemno. Przebrała się w piżamę. Założyła krótkie, zielone spodenki i zupełnie nie pasującą pomarańczową bokserkę.  Leżała w łóżku i rozmyślała. Hipnozy i hipnotyzerzy to bajki - próbowała sobie wmówić. Eri w tym czasie przyszła i rozłożyła się wygodnie, zajmując tym samym połowę łóżka.
 - I to ma być błogosławiona nagroda? - prychnęła Alice. - Prędzej błogosławione utrapienie.
                   Próbowała zasnąć. Jednak ciągle myślała o słowach tego chłopaka. Ja próbuję ci tylko powiedzieć, że jest sposób by to wszystko zmienić. Tak jakby słyszała gdzieś jeszcze ten głos. Tylko gdzie? Jeszcze raz zapragnęła zmienić wszystko, przedostać się do niestworzonego, fikcyjnego świata.
                   Zasnęła.

♠~***~♠ 

 - Lulilulilulilaj - śpiewał ciepły, kobiecy głos. - Lulilulilulilaj...
                   Po pomieszczeniu rozlegał się tylko ten dźwięk. Co to za miejsce? Gdzie ja jestem?
 - Nie zbaczaj ze ścieżki - tym razem głos chłopca. Kiedyś już słyszany.
 - Wybacz. Obiecałam, że nie zboczę, ale ten las nie jest taki zły jak ci się wydaje.
                   Zero odpowiedzi. Nie wiedziała o co chodzi. Czy coś się stało? Ale to przecież było niemożliwe.
 - Lulilulilulilaj...
 - Czyj to głos?
                   Odwróciła się, ale nikogo nie było. Tylko ciemność. Co się stało ze światłem? - pomyślała. W kącie ujrzała jedną, malutką, palącą się świecie. Szybko do niej podbiegła i usiadła obok. Skuliła się i wtuliła głowę w kolana. Zapragnęła jak najszybciej wrócić do domu. Nie wiedziała gdzie teraz jest, ani czemu tu jest. Chciała tylko się stąd wydostać. Czy to jest kara za wejście do lasu? Nagle ostatnia świeczka zgasła.
                   Otworzyła oczy. Musiała się na chwilę zdrzemnąć. Była w lesie, w całkiem miłym i pogodnym lesie. To był tylko zły sen - stwierdziła. Ruszyła dalej w drogę otrzepując długą czerwoną sukienkę.

♠~***~♠

                   Znowu. Znowu te dziwne sny. Alice przeciągnęła się i przetarła oczy. Rozejrzała się sennie. Ze zdumieniem jednak stwierdziła, iż nie znajduje się w sypialni, a to sen nie jest. Leżała na polanie, a niedaleko widziała miasto. Co się dzieje? - zapytała samą siebie, jakby mogła usłyszeć odpowiedź.
 - A więc się zbudziłaś - usłyszała głos, który sprawił, że przeszły ją ciarki. Dobrze znała ten głos. Chłopak, który pojawił się w jej głowie i snach. Co z nim jest nie tak? - pomyślała.
                   Ponownie się rozejrzała się. Zdecydowanie była na łące. Wokół pełno było najróżniejszych kwiatów, których dziewczyna nigdy nie widziała. Spojrzała za siebie, widniał tam wielki las. Przed nią zaś, w dole, aż po horyzont rozciągało się miasto. Taki widok zawsze sprawiał, że od razu się uśmiechnęła, teraz nie było inaczej.
 - Piękny widok, prawda? - Pytane to przypomniało dziewczynie o obecności chłopaka, który męczył ją swym, cóż, nie można powiedzieć, że okropnym, bo raczej należał on do tych ładniejszych, głosem.
                   Nie odpowiedziała. Nawet na niego nie patrzyła. Wiedziała, że siedzi obok, ale nie miała zamiaru go widzieć. Choć nawet nie wiedziała jak wygląda. Miała dość tego, że pojawiał się w jej snach i głowie. To podchodzi pod dręczenie! - pomyślała. Co prawda można by powiedzieć, że wie kim jest, ale tak naprawdę to w objęciach Morfeusza wszystko było jakby za mgłą. Dlatego też nie mogła dostrzec postaci.
 - Ech... - westchnął. - Czyli nie dowiem się jakie piękne imię nosi jakże śliczna pani? - powiedział szarmancko.
                   Pomyślał zapewne, że to ruszy dziewczynę. Rzeczywistość zaś była zupełnie inna. Nie była nim, ani jego gadką zainteresowana. Po prostu miała go gdzieś.
 - Cóż... - odparł już swym normalnym tonem - nawet nie chcesz wiedzieć gdzie jesteś? - Oczywiście odpowiedzi nie uzyskał. - No to może inaczej - zaczął, a chwilę później pojawił się przed oczami dziewczyny. - Witaj w Saimin-jutsu, dla ciebie świecie hipnotyzerów.

♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦
Skończyłam :D No jestem z siebie dumna xD A więc mam nadzieję, że komuś, jeśli ktoś tu wgl. jeszcze jest *szuka ludzi*, się to spodoba x.x Starałam się żeby był choć trochę długi i no... w miarę logiczny x.x i no nie wiem czy mi to się udało xd Ale no mam nadzieję, że tak źle nie jest x.x 
A teraz wiadomość kierowana do autorek blogów przeze mnie czytanych:
Postaram się jak najszybciej odrobić zaległości i skomentować :) jeśli nie wszystkie rozdziały to najnowszy na pewno. Czy coś jeszcze ? Aaa ! No tak jeszcze szykuję taką niespodziankę na (spóźnione) święta i sylwestra ! :3 Postaram dodać to dzisiaj lub ewentualnie jutro :3 Mam nadzieję, że nikt się nie pogniewa na mnie za to coś co napisałam i to co napiszę jutro x.x Ach no i tak postanowiłam nawiązać trochę do bajki o "Czerwonym Kapturku", zobaczycie co potem z tego wyniknie ;3
A dla tych, którzy są zainteresowani o jakie piosenki chodzi to tak:
1) Chodzi o Here Without You - 3 Doors Down.
2) Chodzi o Awake and Alive - Skillet
3) Chodzi o Let is Burn - Red
4) Chodzi o Amaranthine - Amaranthe
5) Chodzi o A New Hope - Broken Iris
a co do imienia Eri (kotki Chinatsu) po japońsku imię to oznacza "błogosławioną nagrodę", a więc dlatego China używa tego w zdaniu, a sama wie to gdyż (dla niewiedzących i chcących mnie za to potem hejtować, którzy nie będą mogli poczekać, aż do wyjaśnienia skąd to wie - kolejnego rozdziału -.-) uczy się trochę o Japonii. Proste, prawda?
Nie przynudzam dalej xD Bo jeszcze przestaniecie czytać *wracajcie :C*.
Wszelka krytyka mile widziana ^^
Pozdrawiam Króliczek :3


Edit.: Jezu.. jak ja się tutaj rozpisałam... nie będę tej gadki ode autorki poprawiać T.T Nie będę nic więcej tu dodawać. Mam nadzieję, że teraz rozdział wygląda lepiej.

Pozdrawiam ~Szalony Kapelusznik~
Manon.

7 komentarzy:

  1. Cześć i czołem!
    Uch, pozbierałam swoje zwłoki, po pewnych wydarzenia i postanowiłam skomentować. Muszę się przyznać, że dopiero teraz zauważyłam, że ten tekst męczy oczy. Jest tak za bardzo biały na za bardzo czarnym tle. Razi. Może gdybyś trochę ściemniła kolor czcionki, to może czytałoby się łatwiej?
    Bardzo fajny rozdział ^.^ Chinatsu jest… siuper *.* Ma glany! :-B
    “Nie rozumiała ich znaczenie, ale na pewno nie było to normalne.” - znaczenia.
    “Szybko umyła się w szklanej umywalce i ze szczotką w ręku popędziła z powrotem do pokoju.” - myju, myju w umywalce! Bardzie pasowałoby nad umywalką.
    “Gdy spojrzała w lustro wiszące nad toaletką. Stwierdziła, że musi zapoznać się z przedmiotem służącym do czesania.” - albo zrobisz z tego jedno zdanie i połączysz je przecinkiem, albo usuniesz to gdy.
    “Kot prychnął oburzony i z dumą oraz obrazą majestatu wyszła z pokoju.” - wyszedł.
    “Zupełnie jak w bajce oCzerwonym Kapturku jak to było?” - spacja Ci uciekła.
    “Mimo, iż na oko wydawało się to małym parkiem w rzeczywistości był o ogromny las.” - a tutaj t Ci zeżarło.
    “- Ten sposób nie działa! - wykrzyknęłam. (...) Oparłam się wygodniej o pień i przełączyłam piosenkę.” - o nu, nu! Nie zmieniaj mi tu narracji!
    “- Niczego nie udaje - odpowiedziała gniewnie.” - udaję.
    “Trzymała wszystko w sobie, ale w pewnym momencie już nie wytrzymywała i wybuchała, a wszystko co czuła uwalniało się spod klucza, którego tek pilnie strzegła.” - tak.
    “Eri w tym czasie przyszła i rozłożyła się wygodnie zajmując tym samym połowę łożka.” - łóżka.
    “Ponownie jeden z dziwnych snów zbudził śpiącą Chine.” - Chinę.
    “Co prawda można by powiedzieć, że wie kim jest, ale tak naprawdę to w objęciach morfeusza wszystko było jakby za mgłą.” - Morfeusz to imię boga dlatego od wielkiej litery.
    Pozdrawiam,
    Mad ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci kochana dziękuje za wytknięcie błędów ^^ mimo mojego lenistwa postarałam się poprawić wytknięte błędy.
      Dziękuję za komentarz i zapraszam do dalszych rozdziałów. :3

      Usuń
  2. Jest dobrze. Było co prawda trochę literówek (nawet w tytule! Co to jest Rozdzaił? xD) i nadmiarowych przecinków ("drzewa pomiędzy, którymi kryła się" - przecinek albo usuń albo daj przed "pomiędzy", nie zawsze przecinek musi być przed "który" i pochodnymi, w tym fragmencie akurat się gryzie) ale styl zdecydowanie zmierza ku lepszemu.

    Bohaterka nadal wydaje mi się chaotyczna - czy ona musi przechodzić ze skrajności w skrajność bez wyraźnych przyczyn? Ale już dam sobie z tym spokój. Uznam, że mózg hipnotyzera pracuje inaczej niż większości ludzi i zaraża swoim szaleństwem najbliższe otoczenie. xD A ja w swojej własnej nienormalności nigdy jej nie zrozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdzaił to po mojemu rozdział, ale ciii xD oo.. jak się cieszę słysząc od kogoś takiego jak ty, że się poprawiam :3

      Postaram się zmniejszyć jej chaotyczność i szaleństwo xD
      Bardzo dziękuję za komentarz ^^

      Usuń
  3. Ja po prostu nie wierzę! O.o
    A New Hope ( <3 ) , Let is Burn, Awake and Alive ... Boże, jak ja kocham te piosenki! <3
    Gdzieś Ty się dziewczyno podziewała przez całe moje internetowe życie? :D Hahaha xD
    Red - wspaniały zespół :)
    Co do rozdziału, to rzeczywiście troszkę dłuższy. Fragmenty pisane kursywą bardzo interesujące ;) Obecna akcja ciekawa i wciągająca :) Świetnie się czyta. Kurczę... kim jest ten chłopak? To pytanie zaprząta mi głowę :D Mam nadzieję, że to będzie postać z charakterkiem, lubię takich bohaterów ;p
    Saimin-jutsu hmmm... bardzo mnie trapi jak ten świat będzie wyglądał ;)
    Rozdział rewelacyjny, czekam na więcej! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej powinnam zadać pytanie: Gdzie Ty byłaś ??! :D
      Powiem jedno dla mnie ludzie bez charakteru są nikim, a tym bardziej chłopacy bez charakteru to wgl. jacyś tacy.. no.. nieżywi xD
      Spróbuję opisać go jak najlepiej mi się uda, a że w takich rzeczach zbyt dobra nie jestem, to mam nadzieję, że nie wyjdzie tak tragicznie xD
      Dziękuję za komentarz ;3

      Usuń
    2. Luuuuuuuubie tego chłopaka :D
      Hahaha ile razy jak tak miałam jak budziłam się z jakiegoś koszmaru >.<
      Miło się czytało ;)
      Nie mam żadnych uwag i podpisuję się pod moim wcześniejszym komentarzem :D
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń

Krótki komentarz potrafi wiele zdziałać. Pamiętaj.