"Ile dałbym, by zapomnieć Cię
Wszystkie chwile te, które są na nie
Bo chcę nie myśleć o tym już
Zdmuchnąć wszystkie wspomnienia niczym zaległy kurz"
♠~***~♠
- Witaj w Saimin-jutsu, dla ciebie świecie hipnotyzerów.
Nie wiedziała co odpowiedzieć. Głos ugrzązł jej w gardle. O czym mówi ten chłopak? Znowu coś sobie ubzdurała. Przecież to nie możliwe, że świat, o którym przeczytała, o którym marzyła jest prawdziwy... Nie, to na pewno jest sen. Spojrzała na, już siedzącego naprzeciwko niej, blondyna. Jego błękitne oczy były pełne radości. Uśmiechał się do niej. Westchnęła, odwróciła wzrok. Oparła się rękami o ziemię.
- Jestem Alex. Czy piękna pani zdradzi mi swoje imię? - odparł po chwili mężczyzna, chociaż "mężczyzna" to za dużo powiedziane.
- Nazywam się Alice Chinatsu - powiedziała beznamiętnie.
- Tysiąc lat? - zdziwił się, a dziewczyna nie miała pojęcia o co mu chodzi.
Spojrzała na niego pytająco, na co on tylko machnął ręką. Mam rozumieć, że to nie ważne? - zapytała samą siebie. Odwróciła głowę w stronę blondyna. Odgarnęła ręką grzywkę by nie zakrywała oczu. Chłopak leżał wpatrzony w niebo. Wyglądał na zamyślonego. Szatynce zdawało się, iż jest on gdzieś w jej wieku, ale gdy tak na niego spojrzała poczuła, jakby zobaczyła małego chłopca. Ten zaś chyba zauważył jej wzrok, bo lekko się uśmiechnął. Dziewczyna tylko przewróciła oczami i dołączyła do leniuchowania.
- Mogę zadać ci pytanie? - Blondyn mówił cicho, patrząc na nią swymi niebieskimi oczami. Zdziwiła się, ale mimo to kiwnęła głową. - Chciałem tylko... - zaczął - jaki jest twój świat?
- Jaki jest - powtórzyła. Nie spodziewała się takiego pytania. W sumie to nie wiedziała co odpowiedzieć. - Smutny, szary i nudny - powiedziała po chwili zastanowienia - zupełnie inny od tego. Pełny zmartwień ludzi. Nie da się go opisać. To naprawdę trudne zadanie. Musiałbyś sam się tam znaleźć, by przekonać się jaki jest. Chociaż, to zależy również od tego, jak kto na to patrzy. Niektórzy uważają, iż rzeczywistość jest cudowna, mają boskie życie, luksusy, zero zmartwień, podczas gdy inni walczą i umierają z głodu.
- To u was też są wojny? - zdziwił się, znowu, a dziewczyna ponownie kiwnęła głową. - Wasz świat wydaje się jest taki smutny.
- Możliwe... chociaż moim zdaniem po prostu jest żałosny - stwierdziła obojętnie. Naprawdę mało ją obchodził tamten świat, skoro teraz znalazła się rzekomo w innym. Chciała o tamtym jak najszybciej zapomnieć. - A to miejsce? Jakie jest? - zapytała z uśmiechem.
W tej samej chwili na twarz chłopaka wrócił zadziorny uśmiech. Wstał i spojrzał na miasto w oddali.
W tej samej chwili na twarz chłopaka wrócił zadziorny uśmiech. Wstał i spojrzał na miasto w oddali.
- Jaki jest... - powtórzył. - Chodź, a sama się przekonasz!
Wyciągnął rękę w jej kierunku z wielkim uśmieszkiem. Odwzajemniła uśmiech, łapiąc jego ciepłą dłoń. Pociągnął ją w górę i nie puszczając zaczął prowadzić w stronę wioski. Razem zbiegli z górki o mało kilka razy się nie przewracając. Niechęć Alice do blondyna nagle zniknęła, zupełnie jakby nigdy jej nie było. Dopiero gdy stanęli już na dole, dziewczyna zorientowała się, iż ma na sobie jasnoniebieską sukienkę na ramiączkach, sięgającą ponad kolana, przepasaną granatową wstęgą. Włosy zaś upięte w koński ogon identyczną wstążką. Na prawym nadgarstku miała białą bransoletkę, a na stopach równie śnieżne balerinki. No trzeba przyznać, że bardzo szybko się zorientowałam - pomyślała, a po chwili przyjrzała się chłopakowi. Miał włosy zachodzące lekko za uszy z grzywką, która była w nieładzie, zresztą jak całe włosy. Ubrany był w czarne spodnie, zieloną koszulkę, niebieskie trampki i czerwony pasek. Cóż, dziwne połączenie, ale o gustach się nie dyskutuje, a to wcale źle nie wyglądało.
Zapatrzona w Alexa nawet nie spostrzegła, kiedy dotarli przed bramę, prowadzącą do miasta. Stała teraz na moście przed wielką kratą, po której dwóch bokach stały strażnice a na nich, dwoje strażników. Alex skinął głową w stronę mężczyzn. Ci zaś pokazali sobie jakieś znaki, których oczywiście dziewczyna z tej odległości nie mogła się dopatrzyć. Pewnie i tak by ich nie zrozumiała. Chwilę później brama zaczęła się otwierać, żelazna krata podnosiła się do góry. Chłopak po raz kolejny pociągnął szatynkę za sobą. Znaleźli się na rynku jakiegoś średniowiecznego miasteczka. Dziewczyna widziała takie obrazy tylko w książkach od historii lub na wystawach sztuki. Wszędzie chodzili uśmiechnięci ludzie, kupcy sprzedawali swoje towary na straganach, dzieci bawiły się przy kamiennej fontannie. Jednym słowem miasto tętniło życiem. Wokół placu widniały budynki za nimi zaś żelazny mur, a dalej las. Przechadzali się po całym miasteczku, a blondyn opowiadał dziewczynie przeróżne historie związane z danym miejscem. Podczas wycieczki mijali wiele domów, targowisk, dwie bramy - wschodnią, przez którą przybyli i zachodnią, która prowadziła do innych miast. Widzieli też kościół z katedrą oraz przeróżne inne place.
Zaczęło się ściemniać. Usiedli na jednej z ławek koło fontanny. Plac z nią wyróżniał się najbardziej, gdyż znajdował się w centrum, a fontanna była tylko jedna w całym mieście. Patrzyli jak ludzie rozchodzą się do domów. Alice spojrzała na chłopaka. Szczerze mówiąc to wyróżniał się z tłumu. Nie wyglądał jak z czasów średniowiecza. Całe miasto wyglądało jak z ten epoki włącznie z innymi ludźmi. Tylko Alex się tak wyróżniał. Postanowiła jednak nie pytać czemu tak jest. Nigdy nie była wścibska, uznawała to za brak szacunku i chamskość. Chłopak odwrócił się w jej stronę. Jego uśmiech, przemienił się w zaciekawienie.
- Mam coś na twarzy? - zapytał słodkim głosem. Dziewczyna otrząsnęła się.
- Nie, nie, skądże - zaczęła się tłumaczyć machając rękoma. Chłopak naburmuszył się, by po chwili zacząć się śmiać. Ona zaś wbiła wzrok w ziemię. - Ja po prostu się zastanawiam... - wyszeptała i w tym momencie ucichł śmiech.
Nikt nie odezwał się ani słowem. Poczuła lekki powiew wiatru, zupełnie tak jakby coś się poruszyło. Alice spojrzała przed siebie. Blondyn stał kilka metrów od ławki, jakby czegoś wypatrując. Odetchnęła z ulgą, lecz dalej czuła niepokój. Co się tak właściwie dzieje? Chciała coś powiedzieć, ale chłopak pobiegł w stronę fontanny, czyżby miał zamiar ją opuścić? Wstała, a on jednocześnie się zatrzymał, odwrócił i spojrzał na nią. Ręką pokazał by została. Posłusznie wykonała polecenie. Ponownie usiadła w blasku latarni. Wypatrując na powrót towarzysza zrobiła się senna.
Zasnęła nawet nie wiedząc kiedy.
Zapatrzona w Alexa nawet nie spostrzegła, kiedy dotarli przed bramę, prowadzącą do miasta. Stała teraz na moście przed wielką kratą, po której dwóch bokach stały strażnice a na nich, dwoje strażników. Alex skinął głową w stronę mężczyzn. Ci zaś pokazali sobie jakieś znaki, których oczywiście dziewczyna z tej odległości nie mogła się dopatrzyć. Pewnie i tak by ich nie zrozumiała. Chwilę później brama zaczęła się otwierać, żelazna krata podnosiła się do góry. Chłopak po raz kolejny pociągnął szatynkę za sobą. Znaleźli się na rynku jakiegoś średniowiecznego miasteczka. Dziewczyna widziała takie obrazy tylko w książkach od historii lub na wystawach sztuki. Wszędzie chodzili uśmiechnięci ludzie, kupcy sprzedawali swoje towary na straganach, dzieci bawiły się przy kamiennej fontannie. Jednym słowem miasto tętniło życiem. Wokół placu widniały budynki za nimi zaś żelazny mur, a dalej las. Przechadzali się po całym miasteczku, a blondyn opowiadał dziewczynie przeróżne historie związane z danym miejscem. Podczas wycieczki mijali wiele domów, targowisk, dwie bramy - wschodnią, przez którą przybyli i zachodnią, która prowadziła do innych miast. Widzieli też kościół z katedrą oraz przeróżne inne place.
Zaczęło się ściemniać. Usiedli na jednej z ławek koło fontanny. Plac z nią wyróżniał się najbardziej, gdyż znajdował się w centrum, a fontanna była tylko jedna w całym mieście. Patrzyli jak ludzie rozchodzą się do domów. Alice spojrzała na chłopaka. Szczerze mówiąc to wyróżniał się z tłumu. Nie wyglądał jak z czasów średniowiecza. Całe miasto wyglądało jak z ten epoki włącznie z innymi ludźmi. Tylko Alex się tak wyróżniał. Postanowiła jednak nie pytać czemu tak jest. Nigdy nie była wścibska, uznawała to za brak szacunku i chamskość. Chłopak odwrócił się w jej stronę. Jego uśmiech, przemienił się w zaciekawienie.
- Mam coś na twarzy? - zapytał słodkim głosem. Dziewczyna otrząsnęła się.
- Nie, nie, skądże - zaczęła się tłumaczyć machając rękoma. Chłopak naburmuszył się, by po chwili zacząć się śmiać. Ona zaś wbiła wzrok w ziemię. - Ja po prostu się zastanawiam... - wyszeptała i w tym momencie ucichł śmiech.
Nikt nie odezwał się ani słowem. Poczuła lekki powiew wiatru, zupełnie tak jakby coś się poruszyło. Alice spojrzała przed siebie. Blondyn stał kilka metrów od ławki, jakby czegoś wypatrując. Odetchnęła z ulgą, lecz dalej czuła niepokój. Co się tak właściwie dzieje? Chciała coś powiedzieć, ale chłopak pobiegł w stronę fontanny, czyżby miał zamiar ją opuścić? Wstała, a on jednocześnie się zatrzymał, odwrócił i spojrzał na nią. Ręką pokazał by została. Posłusznie wykonała polecenie. Ponownie usiadła w blasku latarni. Wypatrując na powrót towarzysza zrobiła się senna.
Zasnęła nawet nie wiedząc kiedy.
♠~***~♠
Kwiaty rosły wszędzie, aż po sam horyzont. Łąka mieniła się wszystkimi kolorami tęczy. Po prostu było jak w bajce. Podbiegła do płynącego strumyka i uklękła nad nim, by chwilę później położyć się i wpatrywać w bezchmurne niebo.
- Czyż tu nie jest idealnie? - zapytała. - Mogłabym tu zostać na zawsze!
- Wiem, ale to jednak nie jest możliwe, przykro mi.
Przewróciła się na brzuch słysząc kobiecy, poważny głos. Spojrzała na dziewczynę, która była w trakcie czyszczenia jednego, z wielu, pistoletów. Długie czarne włosy, związane w wysoką kitkę oraz zielone oczy, pasowały do bladej karnacji i zaokrąglonej twarzy. Biała koszula była wyciągnięta z szarej spódniczki, a rękawy marynarki, również tej barwy, podwinięte.
- Dlaczego? - spytała słodko. Towarzyszka spojrzała na nią srogim wzrokiem.
- Ile razy mam ci to powtarzać? - Zdenerwowała się, słychać to było przez jej oschły ton. - Mamy misję do wypełnienia i dobrze wiesz, że nie możemy pozwolić na takie rzeczy.
To mówiąc wstała i podeszła do rozmówczyni.
To mówiąc wstała i podeszła do rozmówczyni.
- Bardzo bym chciała spełnić twoje marzenie, jednak to niewykonalne - wyszeptała już spokojniejszym tonem, a kąciki jej ust uniosły się lekko.
- Dlaczego to takie ważne?
- Ech... - westchnęła, wstała, otrzepała się i spojrzała na młodszą morderczym wzrokiem z góry - przestań zadawać głupie pytania! Wstawaj, jedziemy - powiedziała i udała się w stronę konia.
- Nie zadaję głupich pytań, to twoje odpowiedzi są głupie - wyszeptała, prawie bezgłośnie po czym udała się w stronę brunetki.
♠~***~♠
Obudziła się w całkiem nieznanym sobie miejscu. Po otworzeniu oczu od razu ujrzała wielkie niebieskie oczęta wpatrujące się w nią. Skądś znała ten kolor, podniosła się lekko i przetarła oczy. Teraz już dokładnie widziała dwie kitki koloru blond, należące do małej właścicielki owych patrzałek.
- Ax! - Po pokoju rozniósł się dziecięcy, słodki krzyk. Dziewczynka uśmiechnęła się i wskoczyła na łóżko koło szatynki.
Po niespełna minucie do pokoju wparował blondyn z fioletowym fartuszkiem na biodrach oraz białą chustą podpinającą włosy. Wyglądał wprost komicznie, dlatego też, obie przedstawicielki płci pięknej wybuchły śmiechem.
- No proszę, co was tak śmieszy? - zapytał chłopak opierając się o framugę drzwi, a ręce splótł na piersi.
Nieznajoma dziewczynka chichocząc wybiegła radośnie z pokoju. Alice zaś, dalej rozbawiona widokiem "kuchcika", próbowała się opanować. Nastolatek w tym czasie wszedł do pokoju i usiadł na drewnianym łóżku, pokrytym białą pościelą, obok niej.
- Ta mała to twoja siostra? - zapytała dziewczyna i przyjrzała się uważniej rozmówcy. Mimo wszystko nie byli oni aż tak do siebie podobni, nawet kolor włosów lekko się różnił. Ona miała jaśniejszy. Ale oczy były identyczne, one zmieniały wszystko. Wiedziała, że skądś zna ten szafirowy odcień.
- Odezwała się ta duża - mruknął chłopak, na co towarzyszka zareagowała oburzeniem, widać było, że naszła ją ochota na rzucenie w niego czymś ciężkim. Uśmiechnął się pod nosem, a wzrok jego wędrował po jasnej, drewnianej podłodze.
Mimo, iż dziewczyna na początku nie przepadała za Alexem to jakoś teraz czuła jakby znali się od zawsze. Niechęć i wrogość do chłopaka w jednej chwili zniknęła. Uświadomiła sobie, że tak naprawdę nigdy jej nie było. Wydawało się tak tylko dlatego, że nie wierzyła w przeniesienie się do innego świata. Również dlatego, iż jego głos męczył ją w jej umyśle, głos którego nie mogła się pozbyć. Zaczął ją ciekawić jeden fakt - czy Alex zrobił to specjalnie, a może nawet nie wie, że coś takiego się wydarzyło? Póki co postanowiła jednak o to nie pytać. Nie odczuwała tego, iż tak naprawdę nic o nim nie wie.
Tym samym zaczęła zapominać, że istnieje inny świat. Rzeczywistość, z której pochodziła zanikała jak za mgłą.
- To co... idziemy coś zjeść? - zaczęła spoglądając to na blondyna to na drzwi. Musiała przyznać, że zrobiła się lekko głodna.
- Myślałem, że już nigdy nie spytasz - odparł z uśmiechem na ustach. Wstał, ciągnąc dziewczynę ze sobą. Ruszył w stronę drzwi, przy których się zatrzymał i spojrzał na nią. - Księżniczki przodem - rzekł szczerząc białe zęby.
- Ty pierwszy, kopciuszku - powiedziała złośliwie dołączając do niego. Ręką pokazała, żeby poprowadził. Ten tylko pokręcił głową i wyszedł a ona za nim. - A i nigdy więcej nie nazywaj mnie księżniczką - ogłosiła gdy byli na schodach.
Cały dom był bardzo przyjemnie urządzony. Co prawda w takim.. średniowiecznym stylu, pasującym zresztą do całego miasta i ludzi w nim mieszkających, ale Alice wiedziała, że tutaj będzie jej dobrze. O ile oczywiście tu zostanie. Mała istotka już siedziała przy białym stole znajdującym się w kuchni. Były przy nim cztery miejsca. Dwa zajmowane przez rodzeństwo, a na pozostałych zapewne siedzieli rodzice. Tak w ogóle to gdzie jest jakiś opiekun? - nie wypowiedziała tego na głos. Wolała nie poruszać takiego tematu, bo kto wie co się mogło z nimi stać. Chłopak gestem pokazał jej, żeby usiadła. No tak... wszyscy już spoczywali przy blacie tylko ona, niczym sierota, stała na środku korytarza, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Kiwnęła głową i zajęła miejsce koło blondyna. Spojrzała na talerz znajdujący się w centrum, był pełen naleśników, nałożyła sobie jednego, a Alex, zerkając na nią, nałożył jej jeszcze jednego. Obróciła się w jego stronę z przerażoną miną. Ten tylko z uśmiechem wzruszył ramionami i zajął się jedzeniem swojej porcji.
- Ax - odezwała się po pewnym czasie mała, brat spojrzał na nią i jednocześnie wziął do ręki kubek z kompotem, z którego od razu zaczerpnął kilka łyków - to ona jest twoją dziewczyną, tak?
Alice od razu zwróciła wzrok w stronę blondyna, który zaś zaczął się krztusić. Szatynka zaśmiała się pod nosem, gdy chłopak podjął się próby wytłumaczenia siostrze jak jest naprawdę.
- Nie, Anne, Alice nie jest moją dziewczyną, to tylko... - zrobił pauzę jakby się nad czymś zastanawiał, a szesnastolatka z niecierpliwością wyczekiwała co powie. Kim dla niego była? Dlaczego to pytanie tak bardzo ją obchodziło? Nigdy specjalne nie przejmowała się tym co inni o niej myślą, a teraz? Pragnęła jak najszybciej otrzymać odpowiedź. - ...przyjaciółka - bąknął pod nosem tak, że prawie wcale nie było go słychać. Czy naprawdę tak myślał? - A zresztą nie interesuj się tak z kim się spotykam - burknął głośniej, z wrednym uśmiechem, w stronę siostry.
Ta tylko zachichotała i wybiegła z kuchni, pozostawiając po sobie pusty talerz. Blondyn zaczął sprzątać. Chinatsu chciała mu pomóc, lecz powiedział, że sam sobie poradzi, a ona może pozwiedzać dom. Dziewczyna bez wahania wyszła z pomieszczenia. Ponownie wylądowała w korytarzu, a przed nią rozciągał się salon. Jasnobrązowy łuk zdobił przejście, do niespecjalnie dużego pomieszczenia. Weszła do niego na chwilę i dopiero tam, gdy jej stopy dotknęły puszystego dywanu, spostrzegła się, iż nie ma założonych pantofelków, które wcześniej zdobiły jej stopy. A więc dlatego było mi tak chłodno - pomyślała i uderzyła się ręką w czoło - ja to mam zapłon. Rozejrzała się po pokoju. W lewym rogu, jakby na uboczu stał czarny fortepian, za nim oraz obok widniały półki z książkami, z mnóstwem książek! Po drugiej stronie salonu oprócz regałów z przeróżnymi drobiazgami, stała kanapa. W centrum pomieszczenia znajdował się stolik na kawę, a na nim biały obrus oraz dzban z kwiatami.
Dziewczyna ruszyła dalej zwiedzać dom. Weszła, po już znanych, schodach na górę. Teraz bardziej przykładała uwagę na wygląd miejsca. Przedpokój był dosyć wąski oraz nic w nim nie stało, jedynie parę kwiatków. Podeszła do drzwi widniejących naprzeciwko. Usłyszała dochodzący stamtąd głos dziewczynki. Zapukała grzecznie, a po usłyszeniu "proszę" weszła do pokoju.
- Cześć, Anne, mogę na chwilę? - zapytała delikatnie uśmiechając się, gdy ta kiwnęła głową.
Blondynka siedziała na podłodze, w ręce ściskając małą, szmacianą laleczkę. Nastolatka usiadła koło niej. W oczy od razu rzuciła jej się pacynka, którą trzymała dziewczynka. Była to różowa maskotka królika, której przydałoby doszyć się prawe ucho.
- Czy twojemu króliczkowi nie przydałaby się mała operacja? - spytała radośnie, w rzeczywistości miała ośmioletnią kuzynkę i wiedziała jak podchodzić z takimi rzeczami do dzieci w takim wieku. W tym wieku miały one wielką wyobraźnię, więc takie naprawianie zabawek uważały za na przykład zabieranie do szpitala. Czy coś w tym rodzaju. Każde co prawda postrzegało to inaczej, ale sens był mniej więcej ten sam.
- A potrafiłabyś ją przeprowadzić? - podpytywała małolata. - Bo Alex to nie jest w tym dobry, kiedyś przyszył mu ogonek do brzuszka - powiedziała, śmiejąc się.
- No to widzę, że miałaś bardzo oryginalnego królika - odparła Alice. - To jak? Pomóc ci w operacji?
Dziewczynka pokiwała głową z uśmiechem na twarzy.
- Ale później, teraz możesz się ze mną pobawić. - Nie brzmiało to jak pytanie, bardziej jak rozkaz, ale Chinatsu uznała, że z miłą chęcią spędzi trochę czasu z siostrą swojego, rzekomego przyjaciela.
Anne pobiegła do skrzyni stojącej koło łóżka i wyjęła z niej kolejną zabawkę. Był to, również szmaciany, pierrot. Wręczyła lalę szesnastolatce i uśmiechnęła się. Nastolatka odwzajemniła uśmiech, który po spojrzeniu na lalkę, lekko osłabł. Przypomniało jej się dzieciństwo, gdy sama bawiła się takimi lalkami, wtedy nic jej nie obchodziło, zawsze była radosna, bez żadnych zmartwień. Spojrzała na małolatę. Zrozumiała, że mała jest taka jaka ona była w szczenięcych latach. Była do niej podobna, nie można powiedzieć, że nie.
- Nie mam już ochoty na zabawę. - Z rozmyślań wyrwał ją głos Anne. - Ali, wiedziałaś, że mój brat ma dziewczynę? Na początku myślałam, że to ty nią jesteś, ale potem uznałam, że jesteś za ładna - stwierdziła, odrzucając zająca na bok i położyła się na łóżku.
- Nie, nie wiedziałam. Wiesz, Anne, wcale tak długo się z nim nie znam - odpowiedziała Alice i dołączyła do małej. Tyle że, zamiast się położyć, usiadła obok.
- Mów mi po prostu Ann! - wykrzyknęła. Widocznie trochę się zdenerwowała. - Naprawdę? - dodała po chwili właścicielka kitek, a jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości. - Mój brat mało kogo uważa za przyjaciela, a tym bardziej, gdy się z nim długo nie przyjaźni.
- Co chcesz powiedzieć przez "mało kogo uważa za przyjaciela"? - Szatynka robiła się coraz bardziej ciekawa. Skąd ta mała tyle wie? - Siedmiolatki są takie sprytne? - oczywiście ostatnie zdanie musiała wypowiedzieć na głos, bo jakby inaczej!
- Wcale nie mam siedmiu lat! - oburzyła się dziewczynka, a potem pokazała dziesięć palców. - Tyle mam, a Alex nie ma wielu przyjaciół, zawsze mówi, że nie lubi.
- Więc jest typem samotnika - stwierdziła. - Przepraszam, że myślałam, iż masz siedem lat, ale nie obraź się, jesteś dość drobna.
- Wcale nie jesteś lepsza - powiedziała z uśmiechem Anne, na co Alice spojrzała na nią morderczym wzrokiem, po czym obie wybuchnęły śmiechem.
- Wiedziałaś, że Ax gra na fortepianie i świetnie gotuje? Zawsze też mi pomoże, od śmierci rodziców tylko on się mną zajmuje i jest w tym najlepszy! - powiedziała dziesięciolatka i położyła się wzdłuż łóżka. Teraz głowa zwisała jej w dół, tak że widziała drzwi, a nogi kierowały się ku oknu. Szesnastolatka ułożyła się tak jak towarzyszka. Spojrzała na małą. Zrobiło jej się naprawdę przykro. Przeniosła wzrok na jasnoróżowy sufit, a uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Przykro mi z powodu rodziców, musi ci być ciężko samej z bratem - odpowiedziała smutno.
- Wcale nie, Ax jest najlepszym bratem jakiego można mieć! - oburzyła się Ann. Mówiła wesoło i bardzo mocno podkreśliła swoją wypowiedź. Można było się również domyślić, iż jej ulubione powiedzonko to "wcale nie".
- Dobra, dobra, niech ci będzie. - Nastolatka ponownie się uśmiechnęła, widząc ucieszoną dziewczynkę. Cieszyła się, że Anne nie przejęła się, aż tak bardzo śmiercią rodziców. Nie tak bardzo, jak ona, a była nawet trochę starsza, gdy straciła ostatnią bliską osobę.
Wiedziała, że blondyn na pewno nie zastąpi rodziców siostrze, ale po co ma ją tym zasmucać? W końcu to tylko dziecko. Okazyjnie dowiedziała się jednak bardzo ciekawych rzeczy na temat chłopaka. Potrafi grać na fortepianie i gotować - dwie cechy, które tak bardzo ceniła w chłopcach. Jednak jest zajęty, mimo wszystko jakoś szczególnie jej to nie przeszkadzało, wystarczyła jej tylko przyjaźń. Nie oczekiwała niczego więcej. Chciała mieć w nim tylko przyjaciela, kogoś kto będzie przy niej i zawsze pomoże.
Nagle ogarnęło ją zmęczenie. Ziewnęła, zakrywając usta ręką. Wstała, bąknęła tylko do Ann, że idzie się położyć i wyszła. Ponownie trafiła do pokoju, w którym się obudziła. Położyła się na łóżku i od razu zasnęła.
Edit. kolejna notka poprawiona, jak zawsze nie będę poprawiać tego co piałam wyżej.. po prostu tego nie czytajcie xd
Wstawiam tutaj "poprawiony" bonus za 1000 wejść.
Jeszcze raz dziękuję za te tysiące odwiedzin. Miło by było gdyby było ich więcej.. i gdyby pojawiły się jakieś komentarze T.T
Pozdrawiam ~Szalony Kapelusznik~
Manon.
Nieznajoma dziewczynka chichocząc wybiegła radośnie z pokoju. Alice zaś, dalej rozbawiona widokiem "kuchcika", próbowała się opanować. Nastolatek w tym czasie wszedł do pokoju i usiadł na drewnianym łóżku, pokrytym białą pościelą, obok niej.
- Ta mała to twoja siostra? - zapytała dziewczyna i przyjrzała się uważniej rozmówcy. Mimo wszystko nie byli oni aż tak do siebie podobni, nawet kolor włosów lekko się różnił. Ona miała jaśniejszy. Ale oczy były identyczne, one zmieniały wszystko. Wiedziała, że skądś zna ten szafirowy odcień.
- Odezwała się ta duża - mruknął chłopak, na co towarzyszka zareagowała oburzeniem, widać było, że naszła ją ochota na rzucenie w niego czymś ciężkim. Uśmiechnął się pod nosem, a wzrok jego wędrował po jasnej, drewnianej podłodze.
Mimo, iż dziewczyna na początku nie przepadała za Alexem to jakoś teraz czuła jakby znali się od zawsze. Niechęć i wrogość do chłopaka w jednej chwili zniknęła. Uświadomiła sobie, że tak naprawdę nigdy jej nie było. Wydawało się tak tylko dlatego, że nie wierzyła w przeniesienie się do innego świata. Również dlatego, iż jego głos męczył ją w jej umyśle, głos którego nie mogła się pozbyć. Zaczął ją ciekawić jeden fakt - czy Alex zrobił to specjalnie, a może nawet nie wie, że coś takiego się wydarzyło? Póki co postanowiła jednak o to nie pytać. Nie odczuwała tego, iż tak naprawdę nic o nim nie wie.
Tym samym zaczęła zapominać, że istnieje inny świat. Rzeczywistość, z której pochodziła zanikała jak za mgłą.
- To co... idziemy coś zjeść? - zaczęła spoglądając to na blondyna to na drzwi. Musiała przyznać, że zrobiła się lekko głodna.
- Myślałem, że już nigdy nie spytasz - odparł z uśmiechem na ustach. Wstał, ciągnąc dziewczynę ze sobą. Ruszył w stronę drzwi, przy których się zatrzymał i spojrzał na nią. - Księżniczki przodem - rzekł szczerząc białe zęby.
- Ty pierwszy, kopciuszku - powiedziała złośliwie dołączając do niego. Ręką pokazała, żeby poprowadził. Ten tylko pokręcił głową i wyszedł a ona za nim. - A i nigdy więcej nie nazywaj mnie księżniczką - ogłosiła gdy byli na schodach.
Cały dom był bardzo przyjemnie urządzony. Co prawda w takim.. średniowiecznym stylu, pasującym zresztą do całego miasta i ludzi w nim mieszkających, ale Alice wiedziała, że tutaj będzie jej dobrze. O ile oczywiście tu zostanie. Mała istotka już siedziała przy białym stole znajdującym się w kuchni. Były przy nim cztery miejsca. Dwa zajmowane przez rodzeństwo, a na pozostałych zapewne siedzieli rodzice. Tak w ogóle to gdzie jest jakiś opiekun? - nie wypowiedziała tego na głos. Wolała nie poruszać takiego tematu, bo kto wie co się mogło z nimi stać. Chłopak gestem pokazał jej, żeby usiadła. No tak... wszyscy już spoczywali przy blacie tylko ona, niczym sierota, stała na środku korytarza, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Kiwnęła głową i zajęła miejsce koło blondyna. Spojrzała na talerz znajdujący się w centrum, był pełen naleśników, nałożyła sobie jednego, a Alex, zerkając na nią, nałożył jej jeszcze jednego. Obróciła się w jego stronę z przerażoną miną. Ten tylko z uśmiechem wzruszył ramionami i zajął się jedzeniem swojej porcji.
- Ax - odezwała się po pewnym czasie mała, brat spojrzał na nią i jednocześnie wziął do ręki kubek z kompotem, z którego od razu zaczerpnął kilka łyków - to ona jest twoją dziewczyną, tak?
Alice od razu zwróciła wzrok w stronę blondyna, który zaś zaczął się krztusić. Szatynka zaśmiała się pod nosem, gdy chłopak podjął się próby wytłumaczenia siostrze jak jest naprawdę.
- Nie, Anne, Alice nie jest moją dziewczyną, to tylko... - zrobił pauzę jakby się nad czymś zastanawiał, a szesnastolatka z niecierpliwością wyczekiwała co powie. Kim dla niego była? Dlaczego to pytanie tak bardzo ją obchodziło? Nigdy specjalne nie przejmowała się tym co inni o niej myślą, a teraz? Pragnęła jak najszybciej otrzymać odpowiedź. - ...przyjaciółka - bąknął pod nosem tak, że prawie wcale nie było go słychać. Czy naprawdę tak myślał? - A zresztą nie interesuj się tak z kim się spotykam - burknął głośniej, z wrednym uśmiechem, w stronę siostry.
Ta tylko zachichotała i wybiegła z kuchni, pozostawiając po sobie pusty talerz. Blondyn zaczął sprzątać. Chinatsu chciała mu pomóc, lecz powiedział, że sam sobie poradzi, a ona może pozwiedzać dom. Dziewczyna bez wahania wyszła z pomieszczenia. Ponownie wylądowała w korytarzu, a przed nią rozciągał się salon. Jasnobrązowy łuk zdobił przejście, do niespecjalnie dużego pomieszczenia. Weszła do niego na chwilę i dopiero tam, gdy jej stopy dotknęły puszystego dywanu, spostrzegła się, iż nie ma założonych pantofelków, które wcześniej zdobiły jej stopy. A więc dlatego było mi tak chłodno - pomyślała i uderzyła się ręką w czoło - ja to mam zapłon. Rozejrzała się po pokoju. W lewym rogu, jakby na uboczu stał czarny fortepian, za nim oraz obok widniały półki z książkami, z mnóstwem książek! Po drugiej stronie salonu oprócz regałów z przeróżnymi drobiazgami, stała kanapa. W centrum pomieszczenia znajdował się stolik na kawę, a na nim biały obrus oraz dzban z kwiatami.
Dziewczyna ruszyła dalej zwiedzać dom. Weszła, po już znanych, schodach na górę. Teraz bardziej przykładała uwagę na wygląd miejsca. Przedpokój był dosyć wąski oraz nic w nim nie stało, jedynie parę kwiatków. Podeszła do drzwi widniejących naprzeciwko. Usłyszała dochodzący stamtąd głos dziewczynki. Zapukała grzecznie, a po usłyszeniu "proszę" weszła do pokoju.
- Cześć, Anne, mogę na chwilę? - zapytała delikatnie uśmiechając się, gdy ta kiwnęła głową.
Blondynka siedziała na podłodze, w ręce ściskając małą, szmacianą laleczkę. Nastolatka usiadła koło niej. W oczy od razu rzuciła jej się pacynka, którą trzymała dziewczynka. Była to różowa maskotka królika, której przydałoby doszyć się prawe ucho.
- Czy twojemu króliczkowi nie przydałaby się mała operacja? - spytała radośnie, w rzeczywistości miała ośmioletnią kuzynkę i wiedziała jak podchodzić z takimi rzeczami do dzieci w takim wieku. W tym wieku miały one wielką wyobraźnię, więc takie naprawianie zabawek uważały za na przykład zabieranie do szpitala. Czy coś w tym rodzaju. Każde co prawda postrzegało to inaczej, ale sens był mniej więcej ten sam.
- A potrafiłabyś ją przeprowadzić? - podpytywała małolata. - Bo Alex to nie jest w tym dobry, kiedyś przyszył mu ogonek do brzuszka - powiedziała, śmiejąc się.
- No to widzę, że miałaś bardzo oryginalnego królika - odparła Alice. - To jak? Pomóc ci w operacji?
Dziewczynka pokiwała głową z uśmiechem na twarzy.
- Ale później, teraz możesz się ze mną pobawić. - Nie brzmiało to jak pytanie, bardziej jak rozkaz, ale Chinatsu uznała, że z miłą chęcią spędzi trochę czasu z siostrą swojego, rzekomego przyjaciela.
Anne pobiegła do skrzyni stojącej koło łóżka i wyjęła z niej kolejną zabawkę. Był to, również szmaciany, pierrot. Wręczyła lalę szesnastolatce i uśmiechnęła się. Nastolatka odwzajemniła uśmiech, który po spojrzeniu na lalkę, lekko osłabł. Przypomniało jej się dzieciństwo, gdy sama bawiła się takimi lalkami, wtedy nic jej nie obchodziło, zawsze była radosna, bez żadnych zmartwień. Spojrzała na małolatę. Zrozumiała, że mała jest taka jaka ona była w szczenięcych latach. Była do niej podobna, nie można powiedzieć, że nie.
- Nie mam już ochoty na zabawę. - Z rozmyślań wyrwał ją głos Anne. - Ali, wiedziałaś, że mój brat ma dziewczynę? Na początku myślałam, że to ty nią jesteś, ale potem uznałam, że jesteś za ładna - stwierdziła, odrzucając zająca na bok i położyła się na łóżku.
- Nie, nie wiedziałam. Wiesz, Anne, wcale tak długo się z nim nie znam - odpowiedziała Alice i dołączyła do małej. Tyle że, zamiast się położyć, usiadła obok.
- Mów mi po prostu Ann! - wykrzyknęła. Widocznie trochę się zdenerwowała. - Naprawdę? - dodała po chwili właścicielka kitek, a jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości. - Mój brat mało kogo uważa za przyjaciela, a tym bardziej, gdy się z nim długo nie przyjaźni.
- Co chcesz powiedzieć przez "mało kogo uważa za przyjaciela"? - Szatynka robiła się coraz bardziej ciekawa. Skąd ta mała tyle wie? - Siedmiolatki są takie sprytne? - oczywiście ostatnie zdanie musiała wypowiedzieć na głos, bo jakby inaczej!
- Wcale nie mam siedmiu lat! - oburzyła się dziewczynka, a potem pokazała dziesięć palców. - Tyle mam, a Alex nie ma wielu przyjaciół, zawsze mówi, że nie lubi.
- Więc jest typem samotnika - stwierdziła. - Przepraszam, że myślałam, iż masz siedem lat, ale nie obraź się, jesteś dość drobna.
- Wcale nie jesteś lepsza - powiedziała z uśmiechem Anne, na co Alice spojrzała na nią morderczym wzrokiem, po czym obie wybuchnęły śmiechem.
- Wiedziałaś, że Ax gra na fortepianie i świetnie gotuje? Zawsze też mi pomoże, od śmierci rodziców tylko on się mną zajmuje i jest w tym najlepszy! - powiedziała dziesięciolatka i położyła się wzdłuż łóżka. Teraz głowa zwisała jej w dół, tak że widziała drzwi, a nogi kierowały się ku oknu. Szesnastolatka ułożyła się tak jak towarzyszka. Spojrzała na małą. Zrobiło jej się naprawdę przykro. Przeniosła wzrok na jasnoróżowy sufit, a uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Przykro mi z powodu rodziców, musi ci być ciężko samej z bratem - odpowiedziała smutno.
- Wcale nie, Ax jest najlepszym bratem jakiego można mieć! - oburzyła się Ann. Mówiła wesoło i bardzo mocno podkreśliła swoją wypowiedź. Można było się również domyślić, iż jej ulubione powiedzonko to "wcale nie".
- Dobra, dobra, niech ci będzie. - Nastolatka ponownie się uśmiechnęła, widząc ucieszoną dziewczynkę. Cieszyła się, że Anne nie przejęła się, aż tak bardzo śmiercią rodziców. Nie tak bardzo, jak ona, a była nawet trochę starsza, gdy straciła ostatnią bliską osobę.
Wiedziała, że blondyn na pewno nie zastąpi rodziców siostrze, ale po co ma ją tym zasmucać? W końcu to tylko dziecko. Okazyjnie dowiedziała się jednak bardzo ciekawych rzeczy na temat chłopaka. Potrafi grać na fortepianie i gotować - dwie cechy, które tak bardzo ceniła w chłopcach. Jednak jest zajęty, mimo wszystko jakoś szczególnie jej to nie przeszkadzało, wystarczyła jej tylko przyjaźń. Nie oczekiwała niczego więcej. Chciała mieć w nim tylko przyjaciela, kogoś kto będzie przy niej i zawsze pomoże.
Nagle ogarnęło ją zmęczenie. Ziewnęła, zakrywając usta ręką. Wstała, bąknęła tylko do Ann, że idzie się położyć i wyszła. Ponownie trafiła do pokoju, w którym się obudziła. Położyła się na łóżku i od razu zasnęła.
♠~***~♠
Przeciągnęła się ospale, dalej nie otwierając oczu. Musiała przyznać, iż sen miała bardzo przyjemny. Przepiękny książę o czarnych włosach ratował ją z zamku. Wszystko jakby z bajki. Usiadła i przetarła oczy. Przed sobą ujrzała białą ścianę, przy której stała szafa o beżowej barwie. Zaraz, co? - pomyślała. Zamrugała kilka razy i ponownie powtórzyła czynność z przed chwili. Rozejrzała się.
- Dlaczego..? - szepnęła. Jak to było możliwe? Czyżby wszystko co przed chwilą przeżyła okazało się tylko snem?
Wyskoczyła z łóżka niczym opętana. Otworzyła drzwi i wbiegła do salonu. Szybkim krokiem podeszła do okna. Ruch uliczny nocą, widziany z kilkuset metrów, jak zawsze według niej pięknie wyglądał. Ale nie o tym przyszło teraz myśleć. Włączyła telefon leżący na parapecie. Dwudziesta druga osiem. Co? - w jej myślach toczyła się wojna. - Jednak to wszystko tylko mi się przyśniło? Cały świat hipnotyzerów, cały mój dar? No tak, coś tak idealnego oraz pięknego nie może istnieć. Ponowie jej źrenice przeniosły się na szybę. Rękoma oparła się o podokiennik i wytężyła wzrok. W dole, przy klatce ujrzała neonową, żółtą czapkę. Czarnych włosów właściciela nie było jednak widać, gdyż zlewały się one z otoczeniem.
- Ale przecież... - Czuła jakby już kiedyś przeżyła taką sytuację.
Tak bardzo chciała puścić w niepamięć tą osobę, a tu proszę, zjawia się w środku nocy. Jeszcze w dodatku to, w co zaczęła wierzyć, okazało się tylko snem. Ponownie powróciły do niej same smutne uczucia. Czuła żal, smutek i jednocześnie towarzyszyły temu skręty w brzuchu i lekkie mdłości.
Dlaczego on nie pozwoli o sobie zapomnieć?
♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦
Jejciu... bądźcie ze mnie dumni! :D *szepcze* to jest pora na oklaski.
Napisałam rozdział xD Od.. ee... dwóch miesięcy ? O.O Choć miał on się ukazać w lutym... ee... tak to jest jak coś planuję >.< Ale jutro postaram się dodać bonusik, który miałam zamieścić na 1000 wejść.. taaak... trochę się spóźniłam xD Ale znając mnie i tak go nie zamieszczę, chociaż.. mam już zarys i mam trochę napisane, a po dzisiaj mam ochotę na pianie, więc.. kto wie ;)
Moim zdaniem ten rozdział (a przynajmniej jego część xdd) nie wyszedł tak tragicznie jak reszta ^^
Postarałam się trochę ogarnąć chaotyczność mojej bohaterki, ale tak to jest jak nieogarnięty człowiek bierze się za pisanie czegoś i jeszcze główną postać upodabnia lekko(!) do siebie xD
Dobra.. napisałam rozdział idę oglądać anime xD
Edit. kolejna notka poprawiona, jak zawsze nie będę poprawiać tego co piałam wyżej.. po prostu tego nie czytajcie xd
Wstawiam tutaj "poprawiony" bonus za 1000 wejść.
Jeszcze raz dziękuję za te tysiące odwiedzin. Miło by było gdyby było ich więcej.. i gdyby pojawiły się jakieś komentarze T.T
Pozdrawiam ~Szalony Kapelusznik~
Manon.

“- Jestem Satoru a ty?” - Przecinek przed “a”.
OdpowiedzUsuń“Chodź a ci pokarzę.” - Boże Święty, takie krótkie zdanie, a aż dwa błędy! Przecinek przed “a” i nie sądzę, by Satoru chciał ukarać Chinę, więc “pokażę”.
“Widzieli też kościół z katedrą oraz przeróżne place.” - Uuu, lans na angielski :D Podpowiem, że chodzi o literówkę.
“ Blondyn sał kilka metrów od ławki jakby czegoś wypatrując.” - “Stał”.
“Spojrzała na dziewczynę, która była w trakcie czyszczenia jednego, z wielu, pistoletów.” - Czepiłabym się tych przecinków pod koniec.
“Wyglądał wprost komicznie, dlatego też, obie, przedstawicielki płci pięknej wybuchły śmiechem.” - Zbędny przecinek po “obie”.
“Urządzony co prawda w takim.. średniowiecznym stylu, ale China, że tutaj będzie jej dobrze.” - Ale China co?
“Weszła do niego na chwilę i dopiero tam, gdy jej stopy dotknęły puszystego dywanu, spostrzegła się, iż nie ma założonych pantofelków, które wcześniej zdobiły zakończenia jej kończyn.” - A powiedz, na rękach też pantofelki miała?
“Po drugiej stronie salonu oprócz regałów z przeróżnymi drobiazgami, tomikami również, stała około sześcioosobowa, skórzana kanapa.” - To Ty wspomniałaś o średniowiecznym wystroju, bądźże konsekwentna!
“Wręczyła lale szesnastolatce i uśmiechnęła się.” - lalę.
Obiecałam masakrę, to jest. Nie przejmuj się, jeżeli gdzieś jestem aż nazbyt złośliwa, nie chciałam, żeby z mojego armagedonu wyszły kluski. Przepraszam na zaś ;_;
Satoru jest słodki. Czy byłaby możliwość przysłania do mnie Chinatsu, żeby mnie zahipnotyzowała? Chętnie się przeniosę do, dobra, przyznaję się, nie wyłapałam nazwy miasta, ale chcę się tam przenieść.
Uważam, że China jest zbyt wyraźnie (przepraszam, nie umiem znaleźć lepszego słowa) zaznaczona. To niby dobrze, ale jednak... wydaje mi się przez to nienaturalna.
Przepraszam, życzę weny i pozdrawiam.
Hehehe, ja i moje błędy xD nawet w krótkim zdaniu potrafię zrobić mnóstwo błędów, cóż taki mój urok T.T
UsuńCzyżby chodziło o "place" ? ;o coś mi się nie wydaje, że tu jest literówka, ale możliwe, że jestem ślepa i jej nie widzę xD
Przecinki to niestety mój odwieczny wróg, ale teraz jak tak patrzę to rzeczywiście lekko ich za dużo pod koniec x.x albo kurde za mało albo za dużo T.T
o.o nawet całe słowa umiem zgubić x.x
Ale średniowieczny wystrój tylko na dworze ... *próbuje się usprawiedliwić*.. dobra.. i tak mi to nie wyjdzie T.T
Wszystkie błędy poprawię jak najszybciej ^^ (jeśli tylko lenistwo nie zwycięży :C w poprawianiu błędów jestem słaba, ale w wytykaniu idzie mi lepiej xDD)
I właśnie taki słodki miał być :D Mm.. postaram się, ale niczego nie obiecuję ;3 Jednak ostrzegam, że mój blondynek jest już zajęty (sama siebie mam ochotę czasami za to usmażyć na patelni >.< ale taki jest mój niecny plan :3 ..nie chodzi o usmażenie ... xD)
Zaznaczona ? Hmm... mogłabyś jakoś dokładniej mi to wyjaśnić? (mój móżdżek nie działa ostatnio tak jak powinien x.x)
Nie masz za co przepraszać ^^ Bardzo dziękuję za wytknięcie błędów ;3 Sama też jestem bardziej krytycznie nastawiona podczas pisania komentarzy. Postaram się wszystko poprawić jak najszybciej.
Dziękuję za komentarz, mimo wszystko bardzo mi pomógł ^^
Pozdrawiam ;*
Ach, tak nie domyśliłam się, że chodzi o place. Przepraszam, ostatnio zaczynam czytać po angielsku i zapominam o polskich słowach ;_;
UsuńZnam to, niestety. Zresztą sama chyba o tym wiesz.
O nie, nie. China była w środku i twierdziła, że dom jest urządzony w średniowiecznym stylu. Tak, czepiam się.
Ja wiem, ja wiem, ale mało mnie to obchodzi. Właściwie chodziło mi bardziej o samo miasto, wydaj mi się ciekawsze od miejsca, gdzie jestem póki co zmuszona mieszkać.
No... taka zbyt emocjonalna. Przynajmniej tak mi się wydaje, jej zachowania są takie zaznaczone. O. Wiem. China reaguje zbyt entuzjastycznie i wyraźnie na niektóre błahe rzeczy. Nie przejmuj się jakoś specjalnie, może to ja jestem zbyt wrażliwa na tym punkcie.
Pozdrawiam!
Obecna! <3
OdpowiedzUsuńYhym, yhym...
Rozdział bardzo ciekawy :) Pochłonęłam go w mgnieniu oka ;) Aczkolwiek dopatrzyłam się kilku błędów niestety :/
"Wasz świat wydae się jest taki smutny" ---> Masz tutaj literówkę i trochę to zdanie nieskładniowe ;/
"Możliwe, chociaż raczej po prostu żałosny" ---> trochę dziwnie brzmi to zdanie co nie? ;)
Poza tym wszystko gra ;D Bohaterka wcale nie jest chaotyczna! Mi się tam bardzo podoba :)
Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!Ja chcę romans!!!
- Kurcze… możesz przestać krzyczeć i skakać na tym krześle? Szału można dostać ;-;
~~ Kise zamknij się z łaski swojej i przestań mi przeszkadzać, bo znów wylądujesz za drzwiami!
- No i co z tego? Wejdę oknem jak ostatnio :D *uśmiecha się chytrze*
~~ Dobrze, skoro tak... usunę bloga, a wtedy będziesz się tułał jak żul po internecie! *trzaska klawiaturą i wstaję z krzesła*
- Nie, nie! Będę cicho obiecuję, zostaw tą klawiaturę w spokoju! Już się zamykam -.-
~~ Boże... widzisz, a nie grzmisz... co ja z tobą mam Ryota, głupi ty! :P Ehem... wracając do rozdziału! Bardzo mi się podobał opis miasta :) Lubie takie średniowieczne klimaty ;p Tylko czemu ona w nim nie została razem z Alex'em ( Ja chcę romans!) no ;c Ale, mam nadzieję, że szybko tam wróci :D
To tyle, nie wiem co tu jeszcze mam napisać... To, że kocham Twojego bloga to wiesz, rozdział przeczytany i skomentowany... ;)
Dobra ;p Pozdrawiam! ;)
Bel-chan bez odbioru :*
Beeeel-chan <33
UsuńJakie tam niestety ;> Zaraz poprawię ^^
No i dobrze, że się komuś podoba :3
Yyy... romans.. romans powiadasz ? xD Czemu czuję, że mnie ukatrupisz za ostatni koniec jaki mam w planach ? xD
O.O ale żeby aż za drzwi ? ;3
Tylko mnie nie bij jak przeczytasz kolejny rozdział <3 Bo ja się już boję :c
Również pozdrawiam i niedługo melduję się u Ciebie <3
*salutuje* Papa <3