"Życie to chora, szara rzeczywistość.
To coś czego nienawidzę.
To coś na co pluję.
To coś czego nie pojmuję."
♠~***~♠
Siedziała skulona na parapecie i obserwowała krople deszczu, odbijające się od przezroczystego szkła. Do oczu ponownie napłynęły łzy. Dlaczego tak musi być? Tylko ta myśl siedziała w jej głowie. Pragnęła wyzbyć się jakichkolwiek emocji, które w tym momencie sprawiały, że czuła się jeszcze gorzej. Znowu twierdziła, że nie ma miejsca na tym świecie. Może i była to prawda, ale zawsze starała się o tym zapomnieć. Zawsze była samotna pomimo, iż miała osobę, która była jej bliska. Wiedziała naprawdę, że nie będzie ona przy niej zawsze i prędzej czy później odejdzie... Tak jak wszyscy. Przywykła do tego i wręcz była na to obojętna. Lecz w tym momencie wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. Wszystkie dręczące ją myśli, obawy, cały smutek, który odczuwała.
Nie zakochiwała się łatwo, szybko, jednak jak to już się stało to było szczere. Nie potrafiła wtedy łatwo odpuścić, jednak i tym razem nic z tego nie wyszło. Bolało ją to, zawsze tak to przeżywała, choć już dawno uświadomiła sobie, że w jej wieku nie ma szans na jakieś wielkie miłości. Była po prostu zbyt uczuciowym człowiekiem. Trzymała wszystko w sobie, nie potrafiła przed nikim się otworzyć. Od dawna go kochała, ale on traktował ją tylko jako koleżankę. Choć często zachowywał się wobec niej dziwnie, inaczej niż wobec innych dziewczyn, a jednak była dla niego tylko kolejną nic nie znaczącą panną w życiu. Ale czego innego mogła się spodziewać? Myślała, że tym razem będzie inaczej, to dodawało jej otuchy, a teraz? Po jego odmowie? Wszystko zniknęło, cała nadzieja która otaczała ją przez ten czas. Tak po prostu wyparowała, jakby nigdy nie istniała.
Teraz serce dziewczyny było przepełnione tylko smutkiem. Co innego mogła czuć? Była beznadziejna, tak rozpaczać po głupiej odmowie? Nie, to miało o wiele większe, ukryte znaczenie. Tylko teraz tego nie rozumiała. Dlaczego tak było? Wszyscy chłopcy, w których się zakochiwała traktowali ją inaczej. Byli dla niej bardziej mili, zwracali na nią większą uwagę, często się z nią śmiali, a jednak zawsze słyszała to samo. Tak, dokładnie słowo w słowo. Jak to możliwe? Co prawda nigdy się nad tym nie zastanawiała, jednak teraz, siedząc samotnie w ciemności zaczęła myśleć dlaczego tak właśnie się dzieje.
Z otępienia wyrwał ją dźwięk nadchodzącego sms'a. Pokręciła głową, ocknęła się. Fioletowym rękawem lekko za dużej bluzy z kapturem wytarła oczy. Oparła się plecami o ścianę i wyprostowała nogi. Sięgnęła po telefon. Była godzina dwudziesta druga osiem. W rogu ekranu zobaczyła ikonkę nowej wiadomości. Odblokowała komórkę i przeczytała wiadomość. Głupie reklamy - pomyślała. Przez chwilę miała nadzieję, że to on napisał. Położyła trzymany przedmiot obok siebie i ponownie spojrzała w okno. Dziewczyna już nie płakała. To tylko podkreśliłoby jak bardzo uważa się za beznadziejną. W tym momencie pragnęła tylko wyzbyć się uczucia zwanego miłością, które sprawiało jej tyle bólu. Wszystko inne miała gdzieś, ktoś kiedyś powiedział jej, żeby się tym nie przejmowała, żeby miała to głęboko gdzieś. Starała się tak robić i co prawda to się udawało. Lecz w jednej chwili wszystko co próbowała dusić w sobie wymknęło się spod klucza.
Siedziała tak skulona, rozżalając się nad sobą w ciemnym pokoju do chwili, aż nie ujrzała czarnego auta parkującego przy chodniku. Poznała postać wysiadającą z niego. Tak, to był on, tylko co tu robił? Szybko zeszła z parapetu i włączyła światło. Nagła jasność ją oślepiła. Zmrużyła oczy. Po chwili już wyraźnie widziała pomieszczenie, w którym się znajdowała. Ciemnoczerwone ściany, na których wisiały liczne, czarno białe fotografie, ciemna drewniana podłoga oraz brązowa, skórzana dwuosobowa kanapa i takiego samego koloru podłużny stolik z drewna, stojące na fioletowym dywanie jak i komoda w progu były jasno oświetlone przez srebrny żyrandol wiszący nad dywanem. Podbiegła do lustra osadzonego nad komodą. Wyglądała okropnie. Twarz cała czerwona, zieleń i błękit teraz podpuchniętych oczu nie były już takie intensywne, a brązowe włosy znajdowały się w nieładzie. Nagle cały smutek znikł. Bardziej denerwowała się tym, jak wygląda. Tylko dlaczego się tym tak przejmowała? Przecież już dostała odpowiedź i wcale jej dobrze nie przyjęła. Ludzie mówili, co się przejmujesz? A może właśnie mu też na tobie zależy? Spróbuj, co ci szkodzi? I co? Spróbowała. Już wolałaby o tym nie wiedzieć i wciąż mieć głupią nadzieję, niż teraz jej nie mieć. Lecz w tym momencie wszystkie te myśli opuściły jej głowę.
Usiadła na kanapie i czekała, zastanawiała się czy przyjdzie. Miło by było gdyby przyszedł - pomyślała - choć w sumie... może lepiej nie? Co jeśli chce tylko po raz kolejny powiedzieć mi to samo? Oparła głowę na rękach, miała nadzieję, że zaraz usłyszy pukanie do drzwi.
Cisza.
Cały czas cisza.
Jednak się pomyliła. Westchnęła i wstała z siedzenia. Podeszła do okna, otworzyła je i spojrzała na dół. Chciałabym, żebyś tu przyszedł - pomyślała i zamknęła okno. Wzięła telefon z parapetu i ruszyła w kierunku sypialni. Oświetliła pomieszczenie gdzie zamiast kolorów ciemnych górowały beż i biel. Była to dość dziwna zmiana barw. Śnieżne łóżko pokryte poduszkami o kolorze ecru, oraz etażerka i dwie szafy w odcieniach beżu. Rzuciła telefon na łóżko i już miała zamiar się przebierać gdy ktoś zapukał w drzwi. Odwróciła się gwałtownie, czyżby jednak...?
Podbiegła do drzwi i spojrzała przez wizjer. Tak stał tam on we własnej osobie. Jednak teraz, gdy już wiedziała, że przyszedł nie chciała z nim rozmawiać, wręcz bała się. Proszę, idź - pomyślała nadal obserwując go. Wiedziała, że jeśli teraz on odejdzie to już pewnie nigdy nie wróci. Chłopak powolnym krokiem ruszył przed siebie. No tak, znudził się czekaniem - pomyślała i wróciła do sypialni, gasząc za sobą wszystkie światła.
♠~***~♠
Samotnie szła na przystanek autobusowy. Pogoda była taka sama, jak wczoraj. Ciągle padało, a zimno ogarnęło ją całą. W końcu dotarła na przystanek. Schowała ręce do kieszeni i oparła się o słup. W tym miejscu nie było żadnego miejsca do siedzenia, tylko słup ze znakiem. Dziewczyna obserwowała przejeżdżające co chwile samochody. Wokół niej wszystko było szare. Szare bloki oraz chodnik, drzewa bez liści, czarna ulica, srebrny przystanek. Otaczały ją praktycznie identyczne kolory, a ona sama uważała, że należy do tego bezbarwnego świata. Po chwili przyjechał autobus, do którego wsiadła. Usiadła na wolnym miejscu i wpatrywała się w okno. Ludzie śmiali się i hałasowali, a ona? Nic, zachowywała się jakby była z kamienia, nie miała uczuć, ale miała... tylko ukryte, schowane gdzieś głęboko i zamknięte na klucz. Znowu je zamknęła, nie chciała żeby ktoś miał do nich dostęp.
Po około dziesięciu minutach wysiadła z pojazdu i skierowała się ku szkole. Stanęła przed bramą. Tutaj również wszystko było szare, a może tylko ona tak to widziała? Dla jej zielononiebieskch oczu rzeczywistość, w której się znajdowała, była mroczna. Tak bardzo pragnęła przenieść się do innego świata i żyć tam tak, jak chciałaby tu. Niestety to były tylko głupie marzenia szesnastolatki. Spojrzała na mały, srebrny zegarek znajdujący się na lewym nadgarstku. Była za trzy ósma. Westchnęła i pobiegła do budynku. Otworzyła metalowe drzwi i weszła do środka. Klasa znajdowała się na drugim piętrze. Szybko popędziła w stronę schodów, mijając po drodze uczniów, którzy w ogóle nie zwracali na nią uwagi. Po dostaniu się na kolejny poziom musiała znaleźć klasę. Dwadzieścia pięć - pomyślała - gdzie to było? Rozległ się dźwięk dzwonka. Akurat w tym samym momencie dziewczyna znalazła salę. Stanęła przed drewnianymi drzwiami, myśląc o tym, że za chwilę znowu zacznie się lekcja i kolejne czterdzieści pięć minut będzie musiała wysłuchiwać narzekań nauczycielki. I to jeszcze pani Morri, jednej z najgorszych nauczycielek świata.
Weszła do klasy i zajęła miejsce. Usiadła w ostatniej ławce, w rzędzie pod ścianą, było to jej stałe miejsce. Zawsze tam siadała. Wyjęła książki, usiadła wygodnie oparta o ścianę. Odrzuciła grzywkę, zasłaniającą jej lewe oko i spojrzała na nauczycielkę, która dopiero co dotarła do klasy. Pani profesor obrzuciła uczniów morderczym spojrzeniem, a dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Spojrzała na miejsce obok siebie. Było puste, zupełnie jak i ostatnia ławka w rzędzie pod oknem. Tam właśnie zazwyczaj przesiadywał on. Usłyszała huk drzwi, uderzających o ścianę, a po chwili ujrzała czarną czuprynę. W tym momencie uśmiechnęła się szerzej. Do klasy wparowała średniego wzrostu dziewczyna o zielonych oczach, przepraszając nauczycielkę, poszła na koniec klasy, by zająć miejsce obok panienki, której włosy miały kolor brązu.
- Znowu się spóźniłaś - burknęła cicho szatynka.
- Zaspałam na autobus, nie moja wina - odszeptała brunetka i uśmiechnęła się - przecież wiesz jaka jestem, ja wręcz...
- Kochasz spać - przerwała wypowiedź przyjaciółki - tak wiem.
Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie. Zielononiebieskie oczy ponownie skierowały się w miejsce, gdzie powinny ujrzeć czarną czuprynę. Poczuła jak ktoś szturchnął ją w bok. Spojrzała pytająco na osobę siedzącą obok, ta za to kiwnęła głową w stronę patrzącej się prosto na nią nauczycielki,
- Chinatsu - powtórzyła po raz trzeci z udawanym spokojem w głosie.
- Słucham? - zapytała bez najmniejszego okazania jakichkolwiek emocji wpatrując się w siwą, noszącą okulary, o dość wątłej sylwetce kobietę. Ta zaś spojrzała na nią morderczym wzrokiem.
- Zapraszam do odpowiedzi - powiedziała, co zabrzmiało jak syk węża. Podstępny, złowieszczy syk.
Posłusznie wstała i popatrzyła wyczekująco na panią Morri. Dlaczego nie mogłaś zapytać kogoś innego? - pomyślała. Jak zwykle profesorka musiała ją pytać akurat wtedy, kiedy kompletnie nic nie pamiętała. Skrzyżowała ręce na piersi i czekała, aż staruszka zacznie sypać pytaniami. Pragnęła tylko, aby coś się wydarzyło. Gdyby dostała złą ocenę to groziłoby jej zagrożenie. Tak, nie była wzorową uczennicą. Nie lubiła się uczyć, robiła to tylko po to by zaliczyć przedmiot.
Nawiązała kontakt wzrokowy z nauczycielką, cały czas myśląc, by ta zmieniła zdanie. Staruszka w tym momencie obróciła się i pogrzebała w torebce, aż w końcu wyjęła z niej telefon. Mruknęła tylko ciche zaraz wracam i opuściła klasę. Dziewczyna dalej stała. Miała nadzieję, że ten telefon okaże się czymś naprawdę ważnym i profesorka, gdy wróci nie zechce znowu jej pytać. Inni uczniowie, jak zawsze zaczęli rozmawiać, a ona dalej stała.
- Wszystko w porządku, Alice? - zapytała troskliwie przyjaciółka.
- Hę? - spojrzała na nią. - Ach tak wszystko ok - odpowiedziała zakładając ręce za głowę.
Usiadła, znudziło jej się stanie i czekanie na nauczycielkę. Minęło jakieś piętnaście minut. Dziewczyna z nudów zaczęła pstrykać palcami. W tej samej chwili nauczycielka wróciła do klasy. Profesorka usiadła na krześle i ogarnęła wzrokiem całą klasę.
- Przepraszam, musiałam to odebrać - powiedziała obojętnym tonem. - Przypomnijcie mi, co przerabialiśmy na ostatniej lekcji.
Tylko jedna ręka uniosła się w górę. Jak zawsze należała do osoby siedzącej koło Alice. Spojrzała na nią. Zawsze chciała być taka jak ona. Dobrze się uczyć, mieć wiele znajomych, kochającą rodzinę, być wiecznie uśmiechniętą.
- Tak, Haruko? - ton nauczycielki diametralnie się zmienił. Pani profesor zawsze była miła dla osób, które dobrze się uczyły, były wręcz wzorowe.
Chinatsu w ogóle nie interesowała się przebiegiem lekcji.
W końcu nadszedł koniec zajęć i mogła wreszcie wrócić do domu. Idąc do domu zaczęła rozmyślać, że fajnie by było gdyby mogła mieć jakąś magiczną umiejętność. Lubiła sobie w drodze pomarzyć o takich rzeczach, wtedy zawsze czas mijał o wiele szybciej. Naszła ją myśl, że może ma jakiś dar? Tylko jest on ukryty? Zobaczyła małego chłopca, stojącego na przystanku. Może on ma jakąś moc, może wszyscy jakąś mamy? - zastanawiała się. Niestety to wszystko były tylko marzenia. Zatrzymała się na przystanku, a wiatr rozwiał jej brązowe włosy.
Marzenia się spełniają - usłyszała delikatny głos. Zdziwiła się i to bardzo, rozejrzała wokół, lecz na przystanku dalej znajdowała się tylko ona i chłopiec. Słyszała już ten głos, lata temu. Należał on do jej matki. Do rodzicielki, która nie żyje już od trzech lat. Od trzynastego roku życia wychowywała się sama, jedynie ciotka czasami przyjeżdżała zobaczyć czy z nią wszystko dobrze. Z pewnych powodów nie mogła wziąć małej Alice do siebie. Ojciec dziewczyny zmarł w wypadku, gdy miała pięć lat, a mama z powodu choroby. Zostawili ją samą. Jedynymi bliskimi jej ludźmi byli właśnie rodzice. Reszta rodziny mieszkała zbyt daleko, żeby być z nią, lub miała inne problemy na głowie, niż opieka nad dzieckiem.
Mamo... - pomyślała. Robiło się coraz ciemniej. Zdążyła zaobserwować jak chłopak, stojący razem z nią, spojrzał na dzwoniący telefon i szybko pobiegł przed siebie. Teraz została sama. Ludzie mijali przystanek, nawet na niego nie patrząc, w końcu co ich to interesowało? Przystanek jak każdy inny.
Miała cichą nadzieję, że nie przesłyszała się, że naprawdę go słyszała. Tak bardzo go jej brakowało. Pamiętała jak matka zawsze wieczorem śpiewała jej kołysanki, lub czytała bajki, gdy była mała.
Nie bój się, to wcale ci się nie przesłyszało - usłyszała, dalej nie mogła w to uwierzyć. - Wiem, że się dziwisz, to normalne, ale posłuchaj tylko co chcę ci powiedzieć. Dziewczyna wyczekiwała dalszej wypowiedzi matki. Jesteś jedną z hipnotyzerów, których na świecie jest bardzo mało, wybacz, ale nic innego powiedzieć ci nie mogę, mam zbyt mało czasu, wszystko zrozumiesz w swoim czasie, nawet to dlaczego teraz rozmawiamy. Jeszcze się spotkamy, tylko nie przestawaj marzyć. Zgłębiaj tajemnice swojego daru. To wszystko co mogę ci powiedzieć. Do zobaczenia, Alice.
Głos ucichł. Alice stała jeszcze przez chwilę, nie rozumiejąc co właśnie się wydarzyło. Po chwili ruszyła wolno do domu. W głowie próbowała wszystko sobie poukładać, lecz nie potrafiła.
To wszystko to po prostu musiał być jakiś chwilowy sen, którego nawet nie odróżniłam od rzeczywistości - pomyślała. Tak, to najbardziej logiczne wytłumaczenie.
♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦♦♦♦♠♦♦♠♦
Edit.
No i skończyłam korektę pierwszego rozdziału.. jak to czytałam to tylko takie "Boże, co ja zrobiłam ?" T.T ale teraz mam nadzieję, że jest trochę lepiej. Eee.. mam nadzieję. Nie przedłużając dłużej, lecę robić korektę II rozdziału.
Pozdrawiam ~Szalony Kapelusznik~
Manon.
Oto jestem!
OdpowiedzUsuńHmm... Zacznę od błędów;
"Wszyscy chłopacy, w których się zakochiwała traktowali ją inaczej." - chłopcy.
"Byli dla niej bardziej mili, zwracali na nią większą uwagę, (...)" milsi.
Masz do tego kilka powtórzeń, których nie chce mi się napisać <(O.O)>
Mówiąc szczerze, na początku myślałam, że to będzie jakaś cukierkowa manga (no powiedzmy). Przemogłam się jednak i przeczytałam. No i moje modlitwy zostały wysłuchane! Nie cukierkowo *yahoo!*.
Chin jest dziewczyną, która nie ma rodziców. Przetarty schemat. Ale tu, wkraczasz Ty ze swoim super planem (bo masz jakiś, prawda?). Dziewczyna - hipnotyzujący - lis, jest ciekawsza, a co! (No bo wiesz, ja mam słabość do lisów, nie różowych, ale co tam!).
Masz śliczną muzykę i jeśli w niej gustujesz sama, a nie tylko na blogu, to gratuluję gustu, (jednoczmy się fanki Darów Anioła! <-- to tak na marginesie).
Pozdrawiam i życzę weny,
Maddly ;*
*czyta komentarz i widzi słowa "Dary Anioła"...*
UsuńWitaj w bractwie, siostro =^w^=
Musiałam się chwilę zastanowić, żeby dociec, jaki jest największy problem tego tekstu. To tylko... rozdział i prolog, a ja naprawdę, całkiem autentycznie, nie wiedziałam, od czego zacząć. Co jest tu największym problemem? Postać? Uniwersum - czy też, jak kto woli, jego brak? Można by powiedzieć "całokształt", ale to uogólnianie i chodzenie na łatwiznę.
OdpowiedzUsuńPowiem więc tak: największym problemem tego tekstu jest pomysł.
A może raczej nie sam pomysł, ale to, jak go potraktowałaś. Bo pomysł jest wprost genialny. Hipnoza - kocham ten temat! Dlaczego tak mało osób w blogosferze go porusza? Zobaczyłam link bloga "hipnotyzerka" i od razu pomyślałam "wejdę". Kłopoty zaczęły się już po zobaczeniu szablonu. Manga, laska z różowymi włosami, mój nos wyczuł, że będzie źle, ale dałam Ci kredyt zaufania. Weszłam w "o blogu" i załamałam się, bo zobaczyłam próbkę Twojego stylu w kontraście ze znakomitym pomysłem. Hipnoza - cud! Rzucanie hipnozy na siebie - to wspaniałe! Do czego to może doprowadzić? Hipnotyczny haj, szaleństwo, przejście do świata swojej podświadomości - koncept, który stworzyłaś, daje możliwości wprost nieograniczone i wiesz co? To jest chyba najlepszy argument, jaki mogę Ci postawić do tezy, że zdecydowanie powinnaś odłożyć go na trochę późniejszy okres swojego życia. Bo już widzę, że teraz nie dasz rady wykorzystać go w nawet pięćdziesięciu procentach, o stu nawet nie wspominając.
Od czego by tu zacząć, żeby Ci to wyjaśnić? Weszłam w prolog, myśląc "Nie no, może się stara, może nie będzie tak źle". I co mnie zaatakowało? SAMOTNA ŁZA. Samotna. Łza. Samotna łza to, rzec można, symbol złego pisania, nie umiem tego inaczej określić, dalej jest chyba tylko schodzenie na śniadanie, a od tego już krok do Mary Sue. Do tego samotną łzę roni różowa hybryda. Różowa. Hybryda. To jedna z boleśnie mangowych rzeczy, od których roi się na przestrzeni tych dwóch rozdziałów - przejdę do tego później. Jesteśmy jednak nadal przy prologu i różowej hybrydzie roniącej samotną łzę. Jeszcze przed uronieniem łzy hybryda dąży przed siebie, nucąc, tańcząc i Bóg jeden wie co jeszcze i scena ta mogłaby być całkiem zgrabna - gdyby zabrał się za nią ktoś, kto pisze troszkę lepiej. W Twoim tekście ten początek jest niezwykle feralny, a nie sielankowy, a każde zdanie kilku pierwszych akapitów wydaje się kompletnie źle doklejone. Jakbyś napisała niezły opis, podarła go na pojedyncze zdania i poukładała w innej kolejności. Potem jest niby lepiej (ale nie wiem, czy to efekt poprawy w miarę postępu pisania prologu, czy mojego stopniowego przyzwyczajania się do tego sposobu składania wypowiedzi), hybryda czuje dym(?), widzi płomienie, panikuje, roni samotną łzę i, ogółem rzecz ujmując, już nie śpiewa. I tak właśnie kończy się prolog. Prolog, który nie dostarczył mi wielu emocji - tylko jeden, samotny facepalm przy samotnej łzie. Tak czy owak przechodzimy do rozdziału pierwszego i - hej, tam to się dopiero dzieje!
Miła nam różowa hybryda znika na rzecz bohaterki. Bohaterki, której imię zostaje wyjawione w 3/4 pierwszego rozdziału. Myśl towarzysząca mi przy czytaniu większej części tekstu (cóż, jedna z licznych) brzmiała "Hej, dlaczego ta laska nie ma imienia? Czemu to ma służyć? Czy to celowy zabieg narracyjny? Nie wygląda tak, jakby miał budować jakiekolwiek napięcie. KIEDY ONA ZOSTANIE NAZWANA?" [W tym momencie drobna dygresja - ramki z bohaterami są złe, ziom, serio są po prostu złe; nie pomagają, mącą w głowach, hamują wyobraźnię i ogółem pomagają upewnić czytelnika w tym, że jest traktowany jak ktoś niespełna, więc polecam je sobie odpuścić]. Okej, powiem tak - określanie bohaterki "ona" przez większą część rozdziału nie wzbudziło w tym wypadku napięcia, tylko wrażenie "autorka zapomniała dopisać, jak postać ma na imię". Emomyśli zrozpaczonej różowowłosej postaci można pisać także ujawniając jej imię, wiesz? A właśnie - emomyśli. Twoja postać rozpacza, ponieważ jest odrzucana. Ciągle. Już kilkakrotnie. Teraz po raz kolejny. I ma szesnaście lat.
UsuńTwoja postać rozpacza przez liczne odrzucenia przez chłopców, mając szesnaście lat.
...przepraszam, co?
Nie wiem, czepiam się tego, bo mam wrażenie, że chciałaś w ten sposób wykreować postać na biedną i samotną, a nie na drama queen, na jaką wyszła w istocie. Droga Maniu, jeśli Twoja szesnastoletnia bohaterka roztrząsa liczne odrzucenia w przeszłości, znaczy to tyle, że popada w płytkie zauroczenia, jest bardzo kochliwa, bardzo wrażliwa i bardzo, bardzo dramatyzująca. A Twoja różowa dramatyzuje w cholerę, czemu towarzyszą kolejne samotne łzy (zobacz, ta z prologu już nie jest samotna, ma koleżankę!), określane potem, z braku laku, "bezbarwną cieczą" (kwik!). Tutaj więc ujawnia się kolejny problem ogromnej wagi, mianowicie totalny brak kreacji postaci. Maniu, czy Ty sobie przemyślałaś, jaka ta Twoja Chin ma być? Na razie wychodzi na przedramatyzowaną dziunię z czarną dziurą w miejscu poczucia własnej wartości, ale nie wygląda to na celową kreację; przeciwnie, zdaje się to być feralną wpadką przy pracy, zwłaszcza w kontekście późniejszego zachowania różowej pod tytułem "dziewczyna taka jak ty". Wiesz, co wychodzi w efekcie? Bella Swan. Pusta wydmuszka bez charakteru, tyle że w Twoim wydaniu jest różowa. I tak, zgadłaś, moje wieczne powtarzanie słowa "różowa" to też swego rodzaju przytyk, któremu przyjrzymy się dokładnie...
...teraz, czyli w miejscu komentarza, w którym zawiesiłam plakietkę "świat przedstawiony". U ciebie to coś, co nie istnieje. Wiesz, co to świat przedstawiony? Wiesz, to uniwersum, coś, w czym rozgrywa się akcja. U ciebie tego nie ma. Są tylko kolorowe wydmuszki na makiecie świata, którego głównym założeniem jest to, że postacie mają mieć japońskie imiona. Japońskie imiona, przyjmijmy więc, iż to nasz świat, Japonia naszej pięknej planety. I... dajesz tu ciała na całej linii, Maniu. Poza japońskimi imionami nie przypomina to Japonii. Aż dziwię się, że nie padło nic o "lekcji języka polskiego", tak swobodnie uczniowie zachowują się na lekcjach, nauczyciel odpytuje i ogółem wszystko zalatuje tak zwanym POLSKIM SYSTEMEM NAUCZANIA, a wiesz, że japoński jest zupełnie inny? Może, jeśli chcesz popracować nad realizmem świata, powinnaś się mu przyjrzeć pod innym kątem niż kąt mangi i anime, który o prawdziwej Japonii mówi w sumie niewiele? Kwikam też na kolory włosów postaci. Różowa jest różowa, to mówi samo za siebie, ale bardzo podoba mi się też to, że jej najnowszy (khem) obiekt (khem) westchnień (khem) jest blondynem. I zgaduję, że on też jest rodowitym Japończykiem, nie?
UsuńPoważnie. Może tak... poczytasz o czymś, zanim zaczniesz o tym pisać, czy coś? To tylko taka sugestia, ale naprawdę może Ci pomóc. Pomóc w stworzeniu realistycznego, dobrego świata przedstawionego.
A jeśli jesteśmy przy realizmie, czuję się zmęczona na samą myśl, ale nie daruję sobie, póki nie omówię uczuć postaci. O tym, co jest nienaturalnego w różowej, już wspomniałam. A teraz wiesz, co u niej jeszcze głęboko mnie rozbroiło? Podejście pod tytułem "aha, hipnotyzuję ludzi". Nauczycielka wychodząca z sali na piętnaście minut (w Japonii - kwik!), jej luby podchodzący i odchodzący od drzwi, gość z przystanku - "aha, hipnotyzuję ludzi". Wiesz, Maniu, co, poza dobrą kreacją postaci samą w sobie, czyni ją realistyczną a, co za tym idzie, miłą czytelnikowi? Jej realistyczne zachowanie. A chyba WSZYSTKO jest bardziej realistyczne od "aha, hipnotyzuję ludzi". I wskazówka - postać wcale nie musi się rzucać, ryczeć, wiwatować czy skakać z radości, bo ludzie spełniają jej rozkazy. Na zewnątrz może pozostać obojętna. Klucz to opisać jej wewnętrzne przeżycia, emocje, tak, aby czytelnik mógł pomyśleć "hej, nigdy nie byłem w takiej sytuacji, ale w sumie rozumiem jej uczucia!". I to kolejna rzecz, której Ci brak, Maniu. Nie umiesz tego, póki co, opisać w ten sposób. Różowa jest tylko różową wydmuszką ze swoim zmiennym zachowaniem (lub jego brakiem) i totalną pustką w miejscu, w którym powinno znajdować się przeżywanie i sfera uczuciowa (i, mówiąc sfera uczuciowa, nie mam na myśli "O Boże, jestem biedną, odrzuconą przez wszystkich szesnastolatką!"). Miałaś już opis przeżyć wewnętrznych na polskim? Miałam go w tamtym roku, więc Ty powinnaś mieć w tym. Jeśli tak - przypomnij sobie instrukcje nauczycielki. Jeśli nie - czekaj z niecierpliwością i uważaj na tych lekcjach szczególnie uważnie, zamiast modlić się, by nauczycielka wyszła z sali na piętnaście minut - a nuż się czegoś nauczysz!
Ku mojej radości były tylko prolog i rozdział pierwszy, więc tylko je komentuję. Swoją drogą, Maniu, krótkie niebywale; jeśli wiążesz z pisaniem swoją przyszłość, proponuję trochę przedłużyć rozdziały, niekoniecznie przedłużając przy tym ich treść. Sama spójrz - w ciągu pierwszego rozdziału główna bohaterka odkryła, że jest hipnotyzerką! To powinno być szeroko opisane, taka akcja niesie ze sobą niesamowite możliwości i gdyby była w rękach jakiegoś znakomicie piszącego bloggera, mógłby przyciągnąć nią wielu czytelników, ale-- no właśnie. Ale. Ale u Ciebie zajęła ona, aż sobie przekleję, o, dokładnie trzy strony Timesem 12 z małym wejściem na czwartą. Wiesz, ile by takie sceny zajęły takiemu, dajmy bliski przykład piszący urban fantasy, Gaimanowi? Ja też nie, ale oddałabym głowę za to, że dużo, dużo więcej.
UsuńA teraz jeszcze Kącik Śmiechu, czyli moje ulubione kwiatki. Pomińmy już bezbarwną ciecz i samotne łzy, kwiknęłam przy tym rozdziale jeszcze dwukrotnie. Mianowicie:
"Zatrzymała się, wiatr rozwiał jej różowe włosy, a deszcz spływał po fioletowej bluzie."
Wiesz, co jest z tym zdaniem nie tak? Napisałaś je, żeby zbudować lepszy klimat, a zamiast tego wywołało przekleństwo ze śmiechu. To po prostu kolejny problem wynikający z braku umiejętności przedstawienia świata. Nic wcześniej nie wspomniałaś o deszczu, człowiek nie widzi tego deszczu w głowie, a tutaj nagle bohaterka staje i hej, równocześnie pojawiają się wiatr i deszcz. Jak to niby wyglądało? Deszcz radośnie omijał kosmyki jej wiejących majestatycznie włosów, wsiąkając natomiast w bluzę? Czy ona stanęła, wiatr zawiał, a potem nagle lunął deszcz, żebyś mogła skończyć to zdanie? Tyle pytań, zero odpowiedzi.
I drugie, jeszcze lepsze:
"A więc jednak jestem inna? - pomyślała. To nie są całe twoje umiejętności - usłyszała głos w swojej głowie"
Po prostu... kwik. Nie no, nie umiem tego inaczej podsumować. Zagięłaś mnie. Kwik. Usłyszała głos w swojej głowie. Głos w głowie? Serio? I jeszcze, żeby nie było, dostajemy piękne podsumowanie pod koniec rozdziału:
"A więc mogą budzić się sami - stwierdziła. Dalej miała nadzieję, że usłyszy głos matki. Tak bardzo go jej brakowało. Potrafisz hipnotyzować ludzi - usłyszała. Co? - pomyślała. - Nie, to nie jest normalne, ja... czym ja jestem? Jesteś jedną z hipnotyzerów, których na świecie jest bardzo mało, wybacz, ale nic innego powiedzieć ci nie mogę - odpowiedziała matka - kocham cię, Chinatsu. I zniknęła już na zawsze. Nigdy nie powróci do jej głowy. "
Wysłałam ten akapit znajomej. Wiesz, co odpisała? "xDDDDD". Tak, to jest najlepsze podsumowanie końcówki rozdziału. I rozdziału ogólnie w sumie też.
Reasumując, nie jest dobrze. Zwykle, komentując, dorzucam pod koniec krótki spis porad, ale tutaj - tutaj jest tylko jedna. Skasuj, przemyśl, zacznij od nowa. Niekoniecznie teraz. Za pół roku. Za rok. Ale... nie kontynuuj tego, bo nie wiem, kto bardziej będzie żałował: ludzie, którzy widzą dobry pomysł i TO wykonanie, czy Ty sama za kilka lat.
I żeby nie było, że sama hejtuję, bo jestem niewyżytym hejterem wobec osób, które piszą, ponieważ sama ani trochę nie umiem, podaję jeszcze linka, żebyś mogła w razie zemsty zastosować hejt wymienny.
http://skraj-wymiaru.blogspot.com
Pozdrawiam!
Ojojoj T.T Sama nie wiem czy mam Ci dziękować, czy wręcz przeciwnie x.x hmm... chyba raczej to pierwsze, zacznę od tego, że wiem, iż spaprałam końcówkę T.T
UsuńNo cóż nie jestem taka żeby zasłaniać się wiekiem, bo wiem, że są to tylko liczby i wiele osób młodszych nawet ode mnie pisze pięć razy lepiej niż ja. Wiem, że mam liczne błędy i nie jestem wielce dobrą pisarką, ale staram się poprawiać, stawać coraz lepsza, wiem, że nie za bardzo mi to wychodzi, ale jednak nie mam zamiaru kasować opowiadania, tylko spróbować poprawić się w następnych rozdziałach, owszem jeśli mi to nie wyjdzie to pomyślę nad opcją usunięcia tego raz na zawsze. Co do Twojego pytania, to owszem miałam już opis przeżyć wewnętrznych, niestety mam taką cudowną polonistkę, że nie raczyła nam dokładnie wytłumaczyć (wcale nie tłumaczyła -.-) tego jak mamy to napisać i sama nie wiem czy to co napisałam jest dobre, bo akurat mi tego nie sprawdzała. Co do Twojego podejścia, że jest to Japońska szkoła to się lekko mylisz. Imiona japońskie po prostu bardzo mi się podobają, tak jak i łacińskie (niestety te drugie trochę ciężej dobrać) i jakoś tak wyszło, że postacie mają imiona z Japonii co nie oznacza, że akcja się w niej rozgrywa. Miałam zamiar stworzyć taki swój własny świat. I mimo wszystko teraz nie za bardzo mi zależało nad takim"przedstawianiem świata", bo późniejsza akcja się w nim nie dzieje. Sama nie wiem co mam Ci jeszcze odpisać :/ Spróbuję się poprawić ^^ No i zobaczymy, może ostatecznie nie wyjdzie mi to wcale tak źle.
<3 Jeśli chcesz, mogę Ci pomóc ogarnąć opis przeżyć wewnętrznych. To nic trudnego, a może dzięki temu ubarwisz tekst, skoro zamierzasz go kontynuować. ~
UsuńHmm, kruczek jest taki, że jak się pisze, nie wolno olewać żadnego świata tylko dlatego, bo akcja rozgrywa się w nim przez chwilę. To dodaje realizmu całości. "Własny świat" powinien mieć jakieś cechy szczególne, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to nie jest nasza rzeczywistość. Tak uważam.
Ale ogólnie bardzo się cieszę, że nie potraktowałaś mnie hejtem. Postaram się częściej wpadać, rzucać się, jeśli coś wyjątkowo schrzanisz, i klepać w plecy za postępy. Zobaczymy. Może coś z tego wyjdzie.
Gdyby ludzie chcieli tak hejcić, nie istniałoby słowo "hejter". Po prostu napisałaś recenzję, a na swoje argumenty miałaś dobre podstawy : ) Chciałabym, by i u mnie kiedyś znalazł się taki czytelnik, gdyż w ostatnim hejcie była mowa tylko o tym, że dodaję ostatnio niezadowalające notki po zbyt długim czasie czekania, przez co oszukuję czytelników oraz o sprawie "anonimów". Jednak jak brać na poważnie osobę, która z anonima pisze "żałosny rozdział" co jest jej całym pierwszym komentarzem, a kiedy inna moja czytelniczka zwróciła na nią uwagę, raczyła się rozpisać na powyższe tematy? Podziwiam Cię, że chciałaś napisać coś tak obszernego : )
UsuńTo tylko taka moja mała uwaga, świetny komentarz.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że czytając więcej podobnych prac, nie stracisz pewnej cierpliwości, by nie spadać na poziom dwóch słów hejtu.
Madi
Różnie to bywa. Są ludzie, którzy przyjmują opinie z uśmiechem, a także tacy, którzy piszą o Tobie hejterski post, bo piszesz im w komentarzu, że nazwy własne należy zapisywać z dużej litery. ...tak, nigdy nie zapomnę tego przypadku. xD
UsuńWłaśnie czytałam, że jesteście siostrami, i chciałam sobie dla porównania przeczytać także Twój tekst, ale to fanfik, a ja nie przepadam za fanfikami. Jeśli kiedyś zaczniesz coś całkiem własnego, będącego dłuższą formą - daj znać.
Mam żelazną siłę, postaram się dalej nawracać ludzi. xD
Pozdrawiam!
Kohaku
O! Też pamiętam takie przypadki! :D Kiedy jesteś jedyną, która da negatywny komentarz wśród cukierków... strzeż się. To nigdy nie ma dobrego zakończenia. Ale i tak lepiej wiedzieć, że ktoś przeczytał i w jakimś stopniu poruszył ten komentarz autora, niż być ignorowanym ^ ^
UsuńAaa, ja nie tylko fanficki piszę : p Moje pierwsze opowiadanie do niczego się nie nadaje, ale mam opublikowane chyba dwa one-shoty takie ode mnie. Jakbyś chciała sprawdzić:
czarny-atrament-wiersze-i-one-shoty.blogspot.com
Jeśli chodzi o dłuższą formę... hm... mam dwa pomysły pośród wielu innych, które z całą pewnością napiszę, ponieważ wg mnie do czegokolwiek się nadają. Ale zanim się za to zabiorę.. może dobiję 60-tki :D
O. Widzę, że prowadzisz bloga poświęconego fantastyce. Powiem tak: aktualnie mój czas ogranicza się do przyjścia ze szkoły, zastanawiania się co chcę robić w życiu i pójścia spać, ale w ten weekend może się skuszę : ) Przyda się jakaś odmiana po horror-kryminałach, horror-nadprzyrodzonych-kryminałach, czy po prostu pojedynczych z powyższych gatunków. Boże, mój mózg woła "Nie! Już dosyć!" xD
Tylko po co ja to napisałam... Zaczęłam gadać od rzeczy .____.
Niech ta siła zostanie w Tobie jak najdłużej! :D Może Ci się uda xD Będę w Ciebie wierzyć.
Odzdrawiam!
Madi
No cóż, możesz wejść. Sama orłem pisarskim także nie jestem, ale się staram. Nie umiałabym chyba krytykować innych, gdybym sama nie miała pojęcia w temacie.
UsuńOkej, zerknę na te one shoty.
Skąd ja to znam... Cztery pomysły, chęć do realizacji i ostatecznie realizacja tylko jednego. Nie chcę się za bardzo rozbijać, wolę póki co skupić się na jednym projekcie. xD
Horror-nadprzyrodzony-kryminał? "Supernatural"?
Kohaku
Dobrze ujęte. Jakieś podstawy trzeba mieć, by osoba, którą skrytykujesz, a która dobierze się do Twojej twórczości, nie miała zbyt wielkiego pola do popisu, zauważając te same błędy.
UsuńAż się głupio przez to poczułam .__. Mam wrażenie, jakbym sprowokowała/zmusiła, czy jakich tu podobnych wyrazów poużywać, to bym zrobiła.
Gdyby to były TYLKO cztery pomysły, to bym ze szczęścia chyba już potrafiła latać xD Ale fakt, drogą eliminacji zostaje ich coraz mniej, aż w końcu żaden, bo stwierdzam (ja, bo nie wiem jak np. z Tobą) że albo ja się nie nadaję, albo pomysł słaby. Prowadzenie dwóch blogów jest w moim przypadku niemożliwe. Problem jest z jednym, jak to się przekonałam, ale i tak go skończę :D
Jeszcze nie. Na tę chwilę seria książek Camillii Läckberg i taki seansik anime (Another, Higurashi, Ghost Hunt, kolejne: Umineko no Naku Koro ni prawdopodobnie), wraz z filmami. Jutro idzie Paranormal 2 i Snister! (Albo chociaż jedno z nich) :D Tylko muszę kogoś namówić do oglądania, bo tego wolę samotnie nie robić..
Madi
Nie, nie widzę powodu, dla którego miałabym odmówić komuś, kto prosi mnie o opinię, pomocy xD W gruncie rzeczy całkiem lubię pomagać ludziom, a kwestie pisania to praktycznie jedyne, w których mogę powiedzieć coś konstruktywnego (haha, kocham, jak ludzie mnie pytają na przykład o swoje arty, a ja umiem powiedzieć tylko "ładne", ewentualnie "tu ci się kreseczka omsknęła"... xD'').
UsuńHm, miałam chwilę słabości "nie uda mi się tego zrealizować", jak w końcu skończyłam dopracowywać pomysł do tego, co piszę na blogu. Ale szybko mi przeszło. Nie ma chyba lepszego sposobu, żeby osiągnąć progres, niż podejmować się wyzwań... a pomijając "mądre gadki", po prostu wiedziałam, że pomysł nie da mi spokoju. xD
Na filmach się nie znam, za anime nie przepadam, ale Supernatural polecam - sama tego nie widziałam, ale znam osobę, która jara się tym non stop, więc może i tobie przypadnie do gustu, zwłaszcza, że właśnie wypuścili nowy sezon xD
Kohaku
To ja się dołączę do tej jakże fascynującej rozmowy o... nie wiem czym (nie otarłam o jej końca T.T) ale skomentuję to co jeszcze tyczy się rozdziału (Magda kurde idź spam gdzie indziej ! od czego to jest Shoutbox ? -.-) to bardzo chętnie przyjmę pomoc w nauczeniu się pisać opis przeżyć wewnętrznych :) Następny razem postaram się lepiej ukształtować świat ^^ O.o to ja lepiej nie będę nic chrzanić xD Wolę już klepanie po plecach niż rzucanie się na mnie xD Jeszcze może mi powiesz, że mnie w lodówce zamkniesz ? xD
UsuńA powiem Ci, że jednak pani Madeleine pisze lepiej ode mnie x.x (nie dostałam talentu po siostrze xD) a opowiadanie miałam już wczoraj zacząć czytać, ale nie miałam już siły :/ Przeczytam najszybciej jak będę mogła ^^
A co o Magdy ._______________. Skomentuj rozdział, a nie komentarze ! xD
Nieźle zaczynasz. Będę wpadać częściej. Może zaglądniesz do mnie http://historiataylor.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńlub tu
http://ciemnyelf.blogspot.com/
SUPER~! Nigdy nie potrafię się rozpisywać, ale wiedz, że już cię lubię. Będę czytać~! Lecę czytać kolejny rozdział~! Pozdrówka~! Księżniczka Candy ♥
OdpowiedzUsuńP.S. I weny~!
Zabrałam się wreszcie za czytanie twojego opowiadania. Powinnam się zacząć wcześniej biorąc pod uwagę to, jak sumiennie pomagasz mi przy moim własnym opowiadaniu ale dopiero teraz znalazłam motywację. Mnie naprawdę trzeba bezpośrednio poprosić żebym się za coś zabrała... Taki typ. :D
OdpowiedzUsuńW każdym razie:
Styl nie jest może idealny ale nie mogę się czepiać. Sama chyba nie piszę lepiej. :D.
Muszę jednak zwrócić uwagę na pewien fragment:
"Usłyszała huk drzwi uderzających o ścianę, a po chwili ujrzała brązową czuprynę. W tym momencie ogarnęła ją radość, szerzej się uśmiechnęła. Dziewczyna przeprosiła nauczycielkę, poszła na koniec klasy i zajęła miejsce obok różowookiej.
- Znowu się spóźniłaś - burknęła cicho do krótkowłosej.
- Zaspałam na autobus, nie moja wina - odszeptała brązowooka i uśmiechnęła się - przecież wiesz jaka jestem, ja wręcz...
- Kochasz spać - przerwała wypowiedź przyjaciółki - tak wiem.
Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie i zaczęły cicho chichotać. Niebieskooka ponownie spojrzała na miejsce, w którym powinna ujrzeć blond czuprynę."
Trochę się tu pogubiłam - trzy kolory oczu - różowe, brązowe, niebieskie, 2 dziewczyny, dwa kolory włosów - brąz i blond, włosy krótkie, przyjaciółka. Domyślam się, że "różowooka" powstała przez przypadek i jest tak naprawdę "różowowłosą" o niebieskich oczach, jej koleżanka z kolei ma krótkie, brązowe włosy i brązowe oczy a blond czupryna ma należeć do wybranka serca tej pierwszej. Fragment wymaga modyfikacji - poza poprawą "różowookej" poleciłabym opisanie wyglądu przyjaciółki - można to zrobić w momencie gdy ta wpada do sali.
Końcówka również pozostawia wiele do życzenia:
"Dalej miała nadzieję, że usłyszy głos matki. Tak bardzo go jej brakowało. Potrafisz hipnotyzować ludzi - usłyszała. Co? - pomyślała. - Nie, to nie jest normalne, ja... czym ja jestem? Jesteś jedną z hipnotyzerów, których na świecie jest bardzo mało, wybacz, ale nic innego powiedzieć ci nie mogę - odpowiedziała matka - kocham cię, Chinatsu. I zniknęła już na zawsze. Nigdy nie powróci do jej głowy. "
Przede wszystkim - entery. Wypowiedzi poszczególnych postaci, nawet jeżeli cała konwersacja odbywa się w czyjejś głowie rozpoczynamy od nowej linii. Chyba, że stosujemy inną formę dialogu (nazwijmy ją opisową) ale wówczas zamiast myślników stosujemy cudzysłowia - taka forma jednak nie byłaby tu uzasadniona.
Samo przejście od nadziei do jej spełnienia też wyszło jakoś drętwo. Brakuje tam pośrednika w stylu "Nagle, ku swojej radości ponownie usłyszała wytęskniony głos:".
Aha. I radziłabym unikać deklaracji w stylu " I zniknęła już na zawsze. Nigdy nie powróci do jej głowy." - Chin z pewnością chciałaby jeszcze usłyszeć matkę a czytelnik być może uważa, że taki wewnętrzny głos dobrze wpisuje się w klimat lecz narrator strzelając tak prosto z mostu sprowadza ich twardo na ziemię. Niepotrzebny negatywny spoiler.
Jeśli o sam pomysł chodzi - wszystko fajnie ale osobiście nie rozumiem/nie lubię głównej bohaterki. Nie dość, że tylko faceci jej w głowie (i rozpacza, że po raz kolejny dostała kosza) to jeszcze dostrzega oznaki swojej mocy w sytuacjach które kto inny na jej miejscu uznałby za przypadek - jak dla mnie zbyt mało razy się to powtórzyło by doszukiwać się przyczyn innych niż zbieg okoliczności.
BTW. Miło byłoby się dowiedzieć jaką treść miał SMS który jej jeszcze bardziej pogorszył humor.
Na razie tyle. Jak znajdę trochę czasu poczytam dalej. Mam nadzieję, że nie objechałam cię zbyt mocno. :)
Oo... Kocham Cię <3 xD
UsuńA tak serio to po pierwsze: piszesz o wiele lepiej ode mnie x.x
a po drugie, bardzo dziękuję za wytknięcie błędów ^^ niestety korekta to nie moja mocna strona no i... zostanie pewnie i tak bez niej x.x no wiem.. trochę mi ten rozdział nie wyszedł, ale może prolog (który chyba ominęłaś xD) i kolejne rozdziały stwierdzisz, iż są lepsze ^^ Postaram się poprawić, ale niczego nie obiecuję ;3 Trochę się nie dziwię, iż nie lubisz Chin trochę, można powiedzieć dziwnie to wtedy pisałam x.x zawsze najtrudniej mi jest zacząć i pisać te pierwsze rozdziały, później jakoś się rozkręcam i nie jest tak źle xD Ale, też teraz jakoś nie mam ostatnio głowy do tego opowiadania, tylko myślę nad napisaniem fanfick'u x.x No ale do rzeczy - bardzo, bardzo dziękuję za komentarz i to jeszcze taki długaśny :3 No i czekam na kolejne ^^ Bardziej lub mniej krytyczne :) Jeszcze raz dziena <3
Prolog czytałam jednak zauważywszy, że różni się on od rozdziału pierwszego postanowiłam wstrzymać się z komentarzem. Od strony technicznej - w porządku (choć legendarna już samotna łza trochę wkurza). Od strony logicznej - ciężko coś powiedzieć nie znając całej historii.
UsuńOsobiście nie lubię prologów, zwłaszcza gdy prolog spojleruje to co ma się wydarzyć później - wolę by historia była niespodzianką od początku do końca. Ale to tylko i wyłącznie kwestia gustu więc nie mogę powiedzieć żeby taki zabieg był zły.
Tak wiem, moja samotna łza wkurza wszystkich x.x ale no jak już mówiłam: ja od korekty nie jestem ;C ale i tak dziękuję za czytanie i wytykanie błędów ^^
UsuńMi osobiście łatwiej jest zaczynać gdy napiszę prolog, a piszę je różne, raz opowiadający co było wcześniej, raz taki co później, a raz jeszcze inny. xd Tak jakoś mam, że potem łatwiej mi pisać xd
Kochana, to jest świetne! :)
OdpowiedzUsuńPiszesz po prostu rewelacyjnie! Masz bardzo fajny styl pisania, przyjemnie się czytało - cudo :D Kocham opowieści fantastyczne, więc Twoje opowiadanie od razu mnie zaciekawiło :) Nawet nie zwróciłam uwagi czy robisz jakieś błędy czy też nie ;P Główna bohaterka bardzo przypadła mi do gustu ;) A ta jej moc może być interesująca :D
Początek rozdziału był najlepszy. Świetnie opisałaś emocje, uwielbiam czytać o uczuciach ludzi zakochany czy też zranionych, wyszło bardzo fajnie :)
Zaraz biorę się za następny rozdzialik ;*
Widzę, że komentarzy sporo, oby tak dalej! :)
O dziękuję, bardzo miło jest słyszeć, ee... czytać (xD) takie słowa od kogoś kto tak genialnie pisze *.*
UsuńNiestety osobiście się przyznam, że pozostałe rozdziały przynajmniej po połowie po prostu spieprzyłam x.x Ale rozdział III mam nadzieję, że wyjdzie lepszy i bardziej ogarnięty ; ) ... Jak go napiszę xD
Pozdrawiam i życzę dużo weny, bo wiem, iż teraz Ci się przyda ;*
Yo ;p Przeczytałam już po korekcie ;) Bardzo lubię tą główną bohaterkę ;) Trochę przypomina mnie o.O Czytając ten rozdział (a w szczególności początek) to wydawało mi się, jakbym czytała o mnie w niektórych sytuacjach xD No dobra, ale wracając do notki! Jest schludna, nie zauważyłam żadnych błędów lub niedociągnięć i jak zwykle przyjemnie się czytało ^^
UsuńPozdrawiam ;*
Oo.. ktoś lubi moją Alice *.* :3
UsuńTo widzę, że jesteśmy podobne.. bo trochę ją na sobie kształtuję (ale tylko lekko ! Nie osądzać mnie ! >.< xD). Ten początek to głównie pisałam tak jak.. ja się czuję.. czułabym.. czuję.. nie ważne xD
Teraz już staram się by żadnych niedociągnięć nie było i żadnych wątków z dupy też nie ;o xD
Również pozdrawiam <3
Od czego by tu zacząć, haha... W sumie to dopiero zaczynam pisać bloga, więc nie mam zamiaru już z góry oceniać Twojego, tym bardziej że prowadzisz go już od dłuższego czasu i masz już w tym jakieś doświadczenie. Ale powiem szczerze, początek trochę mnie poruszył, tym bardziej że obecnie przeżywam bardzo podobną sytuację jak bohaterka. Wczułam się w jej rolę, nawet aż za bardzo ^^ A więc plus dla Ciebie za to, że dokładnie umiesz opisać stan emocjonalny bohatera. No i drugi plus, za pomysł opowiadania. Hipnoza... brzmi bardzo ciekawie. Jak znajdę trochę więcej czasu, to obiecuję, że wpadnę tu jeszcze raz poczytać kolejne rozdziały <3.
OdpowiedzUsuńA tymczasem zapraszam na mojego bloga -> http://igrzyskasmierci-fanfiction.blogspot.com/
Pozdrawiam. :)
W sumie to nie jestem pewna czy ja mam jakieś doświadczenie ;o xd
UsuńOj.. to współczuję :c No ja tak jakby mam taką sytuację (ale bardziej skomplikowaną >.<), więc łatwo było mi opisać co Alice mogła czuć. No to zapraszam :3 Przyjmę Cię z otwartymi ramionami ^^
Postaram się wpaść ;> Niestety po powrocie z wakacji mam jeszcze sporo do nadrobienia w sprawach opowiadań ;/ Ale na pewno wpadnę ^^
Pozdrawiam ;3
sorka, to prawidłowy link. ;)
OdpowiedzUsuń-> http://igrzyskasmierci-innahistoria.blogspot.com/
Spoko, spoko, ale to już bym prosiła następnym razem w zakładce "Spam", lub w odpowiedzi do komentarza ;>
UsuńUwielbiam <3
OdpowiedzUsuń